24 maj 2015

VIII. Przysięgam!


Proszę o meldunek. — CB radio zatrzeszczało w silnie irytujący sposób, na co wszyscy w aucie skrzywili się z niesmakiem.
Blondwłosy żołnierz, bez jednego oka, którego brak zasłaniała przepaska, sięgnął po mikrofon, spoglądając uprzednio na kierowcę w sposób nad wyraz podejrzany, co nie umknęło żadnemu z ich pasażerów, zajmujących dwa pozostałe rzędy trzyosobowych siedzeń.
— Pięć osób. Dwóch mężczyzn, dwie kobiety i chłopiec. Trójka z nich należy do wojsk Stanów — zakomunikował. Miał dziwny ton, który w otwarty sposób mówił o tym, że facet czuje się jak w trakcie trwania czynnej służby. — Wstawcie wodę na herbatkę.
W głowie Sakury zapaliła się czerwona kontrolka. Kolejna, w przeciągu pięciu minut. Już pomijała fakt, że wsiedli do auta z obcymi ludźmi. No cóż, lepiej z takimi niż z bandą śliniących się oszołomów, jednak wrażenie obcości i niepewności złapało się jej i nie miało zamiaru puścić.
Główną obawą stało się to, że skoro siły zbrojne Wielkiej Brytanii, jeszcze dziesięć minut wcześniej uznawane za wybite, właśnie im pomagały, z uwagą skupiając się na ich amerykańskich mundurach... To prawdopodobieństwo egzekucji spowodowane podejrzeniami, iż to USA sprowadziło na wyspy tę śmiertelną zarazę, rosło z każdym przejechanym metrem. Samo spotkanie kogokolwiek ocalałego w takiej odległości od dystryktu było dziwne. Jak to możliwe, że ich nie odnaleziono? Do tego postawa wskazująca na to, że zachowują się tak, jakby nie mieli do końca pojęcia o eksterminacji, jaka zaszła w Anglii. A może to szpiedzy z zupełnie innego kraju, prowadzący badania na wirusie… Bardzo prawdopodobne, że wieźli ich na tortury, dzięki którym mieli wyciągnąć od Haruno jakieś informacje, skoro jest majorem oddziałów medycznych… Ale skąd mogli wiedzieć kim ona jest?
Paranoja spowodowana strachem zaczęła sprawiać, że do jej, z reguły trzeźwego umysłu, właśnie wkradła się nieopisana panika.
— Ughh… — mruknęła Haruno, łapiąc się za głowę.
Zdecydowanie natłok tych nieprzyjaznych myśli nie wpływał zbyt dobrze na poczucie bezpieczeństwa, dodając do tego blondyna i czerwonowłosego kierowcę, którzy łypali na nią i Tanję co rusz w lusterku. Medyk unikała ich spojrzeń jak tylko mogła, uciekając wzrokiem na okna, dłonie, dzieci… Aż w końcu zatrzymał się na Naruto. Jej wystraszona mina zelżała, widząc tęgi wyraz twarzy mężczyzny skupionego na facetach z przodu. Obserwacja nie tyczyła się ogółu, a właśnie ich obleśnego zainteresowania dziewczynami, które zostało odkryte nie tylko przez Sakurę.
Może i miała świadomość, że on sam przeciwko niewiadomej ilości tych ludzi nic nie zdziała, ale czuła się lepiej gdy był obok, wykazywał zdenerwowanie zachowaniem wybawicieli.
Zerknął na nią kątem oka, a zauważając, że go obserwuje, obrócił twarz w jej kierunku. Nie potrafił się uśmiechnąć w ten sam, pocieszający sposób co na początku. Nie posiadał recepty na rozwiązanie problemu, na to, by popatrzyli na niego jak na tego samego snajpera, który wyciągnął ich z marketu i dystryktu. Nie umiał przywrócić respektu, który jak sądził, już stracił. Przez niespełna dwie doby zobaczył zbyt wiele, by czuć się normalnie. By nawet próbować się tak czuć. Dostrzegał jak wrota jedynej drogi powrotu do starej postawy powoli się zamykają, a on musiał je jakoś przed tym powstrzymać. Wciąż prowadził ludzi, którzy powierzyli mu swoje życia. Zostawił otwartą furtkę w postaci Kakashiego, ale ta prawdopodobnie już się zatrzasnęła. Teraz pozostawało mu odnalezienie dziury w płocie, którą mogliby uciec. Jednak ta, przez którą właśnie przeszli, prowadziła na podwórko sąsiada, który posiadał pokaźną hodowlę psów. Pytanie: mopsy czy amstafy?
Siedział za kierowcą, trzymając w lewym ręku karabin, wsparty o bark. Wpatrywał się w soczyście zielone oczy wołające o jakąkolwiek formę wsparcia, choćby niemą, minimalną. Wyprostował zgięte ramię, którego dłoń trzymał na brzuchu, by móc umieścić ją pomiędzy nimi. Przejechał delikatnie knykciem po jej udzie, powtarzając ten gest kilka razy, w spokojny, wolny, czuły sposób. I choć mogło się wydawać, że to nic wielkiego, taka mała drobnostka; było to dla niej niesamowitą formą uświadomienia, że on naprawdę jest obok i nie ma zamiaru odchodzić. Poczuła jak delikatne ciepło rozchodzi się po jej ciele, przyjemnie kojąc skołatane nerwy.
Chrzanić wszystkie chwile słabości. Każdy je miał, przecież to zrozumiałe w tak chorej, wręcz nie do końca realnej sytuacji. Haruno w końcu sprostała wizji postawienia się na miejscu Uzumakiego, musiała mu wybaczyć sytuację z Madarą. A raczej skarcić siebie za brak wyrozumiałości w tej kwestii, przecież sama mogłaby tam w ogóle zemdleć z przerażenia i przysporzyć dodatkowych kłopotów.
Naruto poruszył lekko ustami, wydając z siebie nieme będzie dobrze, po czym uśmiechnął się delikatnie, mrużąc przy tym oczy. Zmarszczki powstałe przy kącikach powiek, rozczuliły kobietę jeszcze bardziej. Wróciły do niej siły, a umysł lekko otrzeźwiał.
Auto szarpnęło mocno ich ciałami, gdy zatrzymało się pod wrotami budynku. Droga od miejsca znalezienia, aż pod wielką bramę - ciągnęła się niemiłosiernie. Do tego samo podwórze było na tyle ogromne, że dotarcie terenówką pod dom zajęło im dodatkowy kwadrans, zwłaszcza, że jechali niesamowicie wolno w towarzystwie szerokiego slalomu.
Wszyscy wytoczyli się z samochodu i z dziwną ulgą postawili nogi na żwirze, który zachrzęścił pod podeszwami butów. Dwoje obcych mężczyzn ruszyło w kierunku wejścia, zaś uratowani wstrzymali się od dalszej drogi, nie zapominając o tym, że są aktualnie usidleni w łapach obcych ludzi, co nadal nie do końca było im na rękę.
— No co z wami? — mruknął blondyn, lustrując spojrzeniem Tanję. Dziewczyna cofnęła się o krok, natomiast Sasuke wystąpił przed nią, jakby chcąc zakryć przed maniakalnym spojrzeniem tego człowieka. — Spokojnie, zaprowadzimy was do naszego majora.
Shiro przebiegł wzrokiem po gigantycznej posiadłości, następnie odwrócił się za siebie. Siedząc pomiędzy siostrą a Uchihą, nie dostrzegał widoku za oknem. Wszędzie porozstawiane były barykady, porozciągane druty kolczaste, w ziemi znajdowały się mniejsze lub większe dołki. Całość nie przypominała willi, a siedzibę wojskową, gotową do odpierania wrogich ataków.
— Jeżeli to nie sprawi większego problemu, wolałbym by wasz dowódca wyszedł do nas tutaj. — Naruto nie miał najmniejszego zamiaru podlegać warunkom, jakie chciano im narzucić. Choć uratowali ich życia, to powody tego gestu nadal pozostawały nieznane.
— Oj nie gadajcie głupot! — Ówczesny kierowca wspiął się po trzech, szerokich stopniach i spojrzał na nich przez ramię. — Przecież nic wam nie zrobimy.
— Nalegam. — Uzumaki zacisnął palce na rękojeści broni.
— Tak okazujecie wdzię…
— Sasori, dosyć! — Wielkie dębowe drzwi otworzyły się powoli, a zza nich wyszedł dostojny mężczyzna. Rude włosy zaczesane były lekko do tyłu. Silna, wyprostowana sylwetka prezentowała jego pozycję w tym miejscu, a jasne, piwne, na swój sposób pokrzepiające spojrzenie, skupiło się na oczach Naruto. — Przepraszam za moich niewychowanych podopiecznych. — Skinął lekko głową, stojąc już na przeciwko snajpiera. Podał mu pewnie dłoń i ścisnął ją w śmiały sposób. — Major, Yahiko Tendo.
Blondyn w trakcie odwzajemniania gestu uważnie otaksował mężczyznę. Różnił się nie tylko swoim zachowaniem, które jak na razie wskazywało na wysoki poziom kultury i wykształcenia, ale i aurą. Była spokojna. Nienormalnie spokojna.
— Ty pewnie dowodzisz tym żołnierzom? — spytał Yahiko, spoglądając na Uzumakiego i jednocześnie czochrając włosy Shiro.
— Jak to możliwe, że ciągle tu jesteście, skoro siły USA przeszukiwały teren Wielkiej Brytani z niesamowitą dokładnością? — spytał, zbywając pytanie.
Tendo podniósł zastanawiające spojrzenie ponad snajpera i po chwili wrócił nim do niego.
— Gdyby było jak mówisz, chyba byście nas znaleźli… — odparł spokojnie.
— Armia Stanów Zjednoczonych stacjonowała w Londynie ponad pół roku i oczyszczała go z tego całego syfu. Nie chce mi się wierzyć w to, że nie wpadliście na siebie nawzajem. — Naruto dawał jasno do zrozumienia, że im nie ufa.
— Sądzisz, że jakikolwiek głupiec unikałby możliwości ucieczki? Może jeden, dwóch… — Yahiko pomasował podbródek. — Ale nie szesnastu. W sumie piętnastu i pół.
Sakura zmarszczyła czoło i podeszła bliżej blondyna.
— Nasze oddziały natknęły się na grupę bożych rebeliantów, nie mamy pewności czy nie jesteście jednymi z nich… — wtrąciła, kontrolując cały czas odległość od dzieciaków.
— Wie pani… — Westchnął rudowłosy uśmiechając się pobłażliwie. — Gdyby pani przeżyła to piekło jakie my tu mieliśmy, straciłaby pani jakąkolwiek wiarę w Boga.
— Być może....
Mężczyzna ponownie przeniósł wzrok na Uzumakiego.
— Mamy łóżka z czystą pościelą i termę z ciepłą wodą. Nie macie najmniejszych powodów do obawiania się nas… Jesteśmy normalnymi ludźmi, którym udało się przeżyć i nadal próbujemy. Skoro jesteście w takim stanie, to chyba nie wyszła wam próba ratowania tego kraju… — Zamyślił się i ruszył w stronę wejścia. — Mamy gości, w końcu… Ach, Tobi! Szykuj dziś dla nas ucztę! Musimy ugościć naszych nowych przyjaciół!
Brunet z poparzoną połową twarzy, wyminął Sasuke i wbiegł do środka, podśpiewując coś pod nosem. Przyjaciele ruszyli za Yahiko, zwiedzeni pomysłem dotyczącym gorących prysznicy i łóżek. Ciemne chmury napływały z zachodu zwiastując silną ulewę i burzę. Nie mieli dokąd pójść. To miejsce to aktualnie jedyne co im pozostało.
— Co by się nie działo, macie się mnie trzymać — wyszeptał Naruto, nachylając się pomiędzy głowami rodzeństwa Tenzou.
Blond łebki skinęły zgodnie i przeszły przez próg mieszkania, spoglądając za siebie. Tanja poczuła nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa, gdy jej wzrok spotkał się z tym wygłodniałym, należącym do Deidary. Przyspieszyła kroku, popychając lekko brata, by znaleźć się w bezpiecznej przestrzeni między Uzumakim i Uchihą.

Strumienie gorącej wody spływały po jego zaczerwienionej od przemarznięcia skórze. Stał po środku niewielkiego pomieszczenia z prowizoryczną instalacją prysznica, wspierając się ręką o ścianę przed nim. Spuszczona w dół głowa, opadała coraz niżej przez zmęczenie i frustrację, jakie go męczyły, a jej wnętrze wypełniała plątanina myśli, których okiełznać nie potrafił.
— Chłopaki, to nie jest śmieszne! — Zakręcił kurki wody i sięgnął po ręcznik. Wycierając twarz, podszedł do okna i z trzeciego piątra obserwował, jak dwa auta terenowe jeżdżą wokoło Tobiego, stojącego z workami w rękach i wrzeszczącgo na nich w niebo głosy. — Chce już zacząć gotować, puśćcie mnie!
Zaczął się dokładnie wycierać, zaczynając od jasnych kosmyków, które przykleiły mu się do czoła. Nie czuł spokoju. Cały czas utrzymywał wzmożoną czujność, a pobyt w tym miejscu coraz mniej mu się podobał. Gdy tylko przydzielono im sporą sypialnię i zostawiono samych, uprzedził o tym by trzymać się razem i za nic w świecie nie spuszczać nawzajem z oczu.
— Pieprzony Kakashi — syknął, uderzając pięścią o blat niewielkiej szafki usytuowanej przy zlewie. — Gdyby tyle nie pierdolił, już dawno bylibyśmy bezpieczni.
Zarzucił na siebie szary dres i czarną bokserkę, które otrzymał od Yahiko wraz z czerwoną bluzą. Zawiesił wzrok na swoim nieśmiertelniku, kląc na siebie w myślach. Wiedział, że gdyby Minato. wiecznie trzeźwo myślący ojciec, był tu z nim teraz, już dawno wpadłby na jakiś pomysł. Niestety roztrzepanie i braki w umiejętności skupienia się na czymkolwiek zawdzięczał swojej matce.
Pozostawało tylko czekać, nic więcej.
Wyszedł z łazienki i powłóczył pustym korytarzem w stronę ich nowego lokum. Sasuke stał przed drzwiami, oparty plecami o ścianę. Trzymał wartę pod przykrywką silnego nałogu. Tlący się papieros rozsiewał w powietrzu szary dym, płynąc lekko razem z panującym w budynku przeciągiem.
Naruto wszedł do pomieszczenia, przymykając za sobą cicho drzwi. Zatrzymał się za nimi i przyjrzał Sakurze, która leżała obok śpiącego rodzeństwa i głaskała po głowie Shiro. Stąd mógł dostrzec, że dzieci miały zaczerwienione i spuchnięte powieki. Nie zastanawiał się nad tym, dlaczego płakały akurat teraz. Przecież to było jasne. W końcu znajdowali się ponownie w pozornie bezpiecznym miejscu, gdzie nie musiały zaprzątać sobie głowy strachem i myślą o jak najszybszym biegu. Teraz wróciło do nich wszystko co złe, a raczej najgorsze. Teraz chcąc nie chcąc, skupiali się tylko na tym, co wydarzyć sie nie powinno.
Gdy Haruno spostrzegła mężczyznę, zsunęła się delikatnie z łóżka i podeszła do okna. Usiadła na szerokim parapecie, podkulając nogi, następnie obejmując je ramionami. Wbiła spojrzenie gdzieś w dal, zagryzając dolną wargę.
— Jak oni się trzymają? — spytał cicho, podchodząc do niej. Oparł się biodrami o drewnianą półkę, na której siedziała i włożył dłonie do kieszeni bluzy, również zawieszając wzrok na widniejącym nieopodal lesie.
— A jak myślisz? — odparła dopiero po kilku dłużących się chwilach milczenia. — Naruto, oni stracili obojga rodziców i oglądali śmierć setek ludzi. Przechodzą piekło, na które nie zasłużyli.
Nie zdążył na nią spojrzeć, nim do jego umysłu dotarł cichy szloch. Wstrzymał oddech czując, jak jego zapory również zaczynają puszczać.
— Przestań, przestań proszę — szeptał, obejmując ją nagle mocno ramionami. Wcisnął nos w, jeszcze wilgotne, pukle różowych włosów, dociskając lekko jej głowę do swojej klatki piersiowej. — Nie płacz, Sakura.
— Teraz wszystko trafił szlag! — jęknęła, wbijając palce w materiał jego bluzy.
— Zobacz jacy oni są — mruknął, ściskając ją jeszcze mocniej, gdy zaczęła podrygiwać od spazmatycznego płaczu, który próbowała stłumić w jego objęciach — twardzi, silni… Momentami bardziej ogarnięci niż my. Poradzą sobie, poradzą… Rozumiesz?
— Naruto, ja nie chcę by dawali sobie radę… — Zmarszczył czoło, słysząc te słowa, jednak nie odsunął jej od siebie nawet na milimetr. — Chcę by żyli normalnie, by czuli się bezpiecznie… By nie musieli na to wszystko patrzeć, nie zasługują na to! A teraz?! Teraz wszystko jest spieprzone!
Zaczęła się szarpać, by po chwili wszystkie jej mięśnie się rozluźniły. Pozwoliła samej sobie odpłynąć myślami w spokojniejsze miejsce, gdy jej ciało utrzymywane było przez silne ramiona Uzumakiego. A on? Z niedowierzaniem zaciskał powieki rozumiejąc, że kobieta przestała patrzeć na rodzeństwo nie tylko jak na obiekt badań, a na dzieci, ludzi. Ludzi, których rzeczywiście być tu nie powinno.

***

Uzumaki wyszedł na tyły domu, gdy tylko przeniósł śpiącą Sakurę na łóżko. Ponownie pozostawił ich pod opieką Sasuke, a sam doszedł do wniosku, że powinien znaleźć Yahiko i zadać mu dręczące go od kilku minut pytanie.
Wielki ogród, którego przycięte krzewy wskazywały na działania ogrodnicze żołnierzy, zdobiony był przez ogromną fontannę, usytuowaną w samym jego centrum. Kwiaty emanowały różnymi barwami, a w momentach zupełnej ciszy szło wyłapać bzyczenie pszczół.
— Co cię dręczy? — Tendo siedział na krześle ogrodowym z papierosem w ręku i patrzył przed siebie. Naruto usiadł na wielkich, zdobionych, marmurowych schodach, niedaleko rudowłosego i spojrzał w oczyszczone z tych cięższych chmur niebo.
— To wy nadawaliście tę transmisję pół roku temu? — spytał, spoglądając na niego — O  czterdziestej drugiej blokadzie?
— Tak, to byliśmy my… — Tendo zgasił peta i podniósł się z krzesła, zaplatając dłonie na nerkach. — Tylko kilka osób tu dotarło… Wszyscy byli rozczarowani. Spodziewali się całych oddziałów wojsk, bazy z helikopterami i szpitalem polowym. Mieli nadzieję na…
— Odpowiedź na infekcję? — Naruto również wstał.
— Tak… — Westchnął głośno. — Ona tu jest, Uzumaki. Może nie zupełnie taka, jaką sobie wszyscy wyobrażali, ale jest… My ją znamy.
— Nie rozumiem.
— Dowiesz się w swoim czasie. — Yahiko zwrócił się ku niemu i uśmiechnął pokrzepiająco.  — Mieliście duże szczęście, że trafiliście na moich ludzi. Wszędzie roi się od zarażonych, których pożary wygnały z Londynu. Wasza eksterminacja sprowadziła na nas kłopoty, ale skoro raz sobie z tym poradziliśmy, to i drugi damy radę. Ale nie martw się. — Podszedł do blondyna i położył mu dłoń na barku, który lekko ścisnął. — Jesteście całkowicie bezpieczni. Chodź za mną.
Zbity z tropu i lekko otumaniony sytuacją, ruszył za rudowłosym, ciekaw tego, co tamten chciał mu pokazać. Wspięli się schodami na samą górę trzypiętrowego budynku i wyszli na dach, z którego zasięg widzenia dookoła posiadłości znacznie się zwiększał. Wiatr mocno zacinał, w przeciwieństwie do poziomu podwórza, gdzie liście lekko kołysały się na gałęziach drzew.
— Płaski teren dookoła domu — mruknął Tendo, podchodząc ze snajperem do brzegu dachu. Wskazywał dłonią kolejno omawiane miejsca. — Oświetlenie podłączone do generatora. Wysokie ogrodzenie, przyozdobione drutem kolczastym. Miejsce idealnie stworzone na tego typu apokalipsę, jego poprzedni właściciele albo potrafili odczytywać przyszłość, albo byli nieźle popierdoleni.
— Jak większość bogaczy. — Naruto wsparł się dłońmi o murek, który nie pozwalał mu tak łatwo zlecieć na dół i rozejrzał się dookoła. — Trawa jest strasznie wysoka, co jeśli nie zauważycie zarażonych?
— Uzbroiliśmy teren pułapkami i minami lądowymi. Po co kosić trawnik, skoro jeśli wejdą to ich po prostu usłyszymy? — Yahiko ponownie spojrzał w niebo, błądząc oczyma za białymi obłokami, by po chwili zwrócić się do blondyna całym ciałem. — Po drugie chronić, po pierwsze odbudować. Zacząć od początku.
Otoczka psychola zaczęła nabierać lekkich barw, gdy Naruto zauważył w jego oczach coś na tyle dziwnego, by po prostu nie potrafić tego opisać. Zeszli na dół, aż do piwnicy, gdzie Tendo prowadził go korytarzem, oświetlonym słabymi lampami.
— Brzuch domu, takie jego serce — mówił, idąc krok przed blondynem. — Gorącą wodę mamy z boilerów podgrzewanych ogniem. To pierwszy krok ku cywilizacji — prychnął na koniec, sprawiając, że Naruto lekko się wzdrygnął. — A to kuchnia — mruknął, gdy weszli do pomieszczenia, w którym znajdowali się Tobi, Deidara i jeszcze jakiś mężczyzna, którego Uzumaki widział pierwszy raz.
— Co nam dzisiaj ugotujesz, Obito? — Snajper spojrzał na bruneta, domyślając się od razu, że chodzi o kuchcika.
— To niespodzianka, sir — odparł, uśmiechając się głupkowato. Nie trudno było zauważyć, że ten chłopak jest niespełna rozumu. Miał dziwne odruchy, tiki nerwowe.
Yahiko poprowadził Uzumakiego dalej, na koniec chłodnego korytarza. Otworzył przed nimi drzwi i wyszedł kawałek za nie, a blondyn poszedł spokojnie w jego ślady.
— I w końcu poznaj Kakuzu — szepnął rudowłosy.
Wzrok Naruto wbił się w dziesiątki brudnych prześcieradeł, przewieszonych na sznurach. Gdyby były czyste, mógłby przysiąc, że zrobili sobie z tego miejsca suszarnię. Spokój odpłynął równie szybko jak równowaga, gdy chwilę po usłyszeniu zbliżającego się biegiem człowieka, spomiędzy płacht białego materiału wybiegł zarażony. Naruto odskoczył do tyłu, uderzając plecami o ceglaną ścianę. Oddychał spazmatycznie, mając wrażenie, że serce wyskoczy mu zaraz z piersi i osunął się w dół, przysiadając na jakiś deskach. Mężczyzna, a raczej to czym się takowy stał, machał ramionami, charczał, wrzeszczał, pluł i warczał, chcąc dosięgnąć żołnierzy, jednak uniemożliwiał mu to łańcuch, przypięty do metalowego krążka, który służył za obrożę. Dźwięk łańcucha był jedną z najbardziej rozdrażniających rzeczy, jakie Uzumaki mógł aktualnie odbierać rozproszonymi zmysłami.
— Naruto, Kakuzu — mruknął Tendo — Kakuzu, Naruto. Możecie podać sobie ręce.
Blondyn odbił się lekko od ściany, prostując nogi i podszedł bliżej, z niedowierzaniem spoglądając na szamoczące się ciało. Okey, rozumiał to, że to coś goniło ich tylko po to by zabić, ale mimo wszystko to byli ludzie, którzy z całych sił nie chcieli tacy być. Jak można było upodlić w ten sposób kogokolwiek?
— Nie zabijecie go? — szepnął, sądząc, że byłoby to stokroć lepsze rozwiązanie niż to, które właśnie obserwował.
— Nie, w końcu nam się udało — odparł spokojnie, machając kijem tuż przed twarzą zarażonego, który z wściekłością chciał złapać patyk i prawdopodobnie z pełną premedytacją wcisnąć go Tendo w dupę, no ale smycz skutecznie mu to uniemożliwiała.
— Co się udało?
— Złapać któregokolwiek z nich i skuć. Szkoda, że musiał to być nasz przyjaciel...
— Na cholerę?
— By móc obserwować, snajperku. W ten sposób dowiemy się ile taki zarażony jest w stanie wytrzymać bez pożerania ludzi. To kolejny krok ku rozwiązaniu sprawy.
— To chore, nieludzkie… — Pięści Naruto z całych sił chciały pójść w ruch, jednak nie mógł ryzykować.
— Chciałem dowiedzieć się czegoś o zarazie. — Yahiko zmrużył oczy, obserwując jak Kakuzu rzucił się na ziemię i wałkował po niej, jakby walczył z czymś niewidzialnym. — Zasięgnąć jakichkolwiek informacji.
Zarażony poderwał się na kolana i zaczął obficie wymiotować krwią. Wydobywał się przy tym dziwny wrzask, inny niż do tej pory dane było słyszeć blondynowi. Uzumaki w ciszy obserwował zachowanie zainfekowanego, tak samo jak jego przewodnik, który wpatrywał się w byłego kompana z dziwną nostalgią.
— Zasięgnąłeś? — spytał w końcu.
— W pewnym sensie.
Kakuzu przestał się szarpać, wariować. Siedział w kałuży błota, cały nim umorusany. Nie rzucał się na boki, tylko jego głowa w mechaniczny sposób obracała się w tę i z powrotem, by brunatne oczyska mogły badać teren i doszukiwać potencjalnego pożywienia, do którego mógł zyskać dostęp. Gdyby nie świadomość zarazy, blondyn mógłby pomyśleć, że to zwykły, lekko zdziczały człowiek, przetrzymywany latami w piwnicy. Człowiek, któremu udało się z niej uciec.
— To znaczy?
— Spójrz na niego — Yahiko przykucnął, a zarażony wbił w niego badawczy wzrok, warcząc cicho. — Mówił mi, że już nigdy nie upiecze chleba. Nie będzie uprawiał ziemi, hodował bydła. Mówił, że jest bez przyszłości, nie znajdzie kobiety, która urodzi jego dzieci. Koniec końców, powie mi jak długo zarażony będzie umierał z głodu.
Naruto spiął wszystkie mięśnie, nie wiedząc co go jeszcze powstrzymuje przed rozsadzeniem tego człowieka. Zrobili z ludzi szczury doświadczalne, zamiast skrócić ich cierpienia. Rudowłosy wszedł do budynku, rzucając krótkie niedługo obiad i zostawił go samego. Lazurowe spojrzenie przez kilka chwil badało ciało Kakuzu, który znowu wpadł w szał, próbując dosięgnąć snajpera. Ten jednak wszedł do środka i podążył na wyższe piętra, by móc oczyścić umysł w towarzystwie zaufanych ludzi i chwilę się zdrzemnąć.

***

Kuchnia wypełniała się gwarą zebranych żołnierzy oraz zapachami jedzenia, którego nie szło do końca zidentyfikować. Wielki stół okalały krzesła, na których siedzieli rozjuszeni mężczyźni. Sasuke, Naruto, Sakura, Shiro i Tanja próbowali się od nich lekko odizolować. Kuchcik krążył w tę i we w tę czekając na przybycie Yahiko, a jego koledzy rzucali pod jego adresem obraźliwymi tekstami, które powoli zaczynały irytować piątkę nowoprzybyłych.
Gdy wielkie, drewniane drzwi się otworzyły, a Tendo wszedł do pomieszczenia, brytyjczycy rozwyli się głośno, ciesząc nadchodzącym posiłkiem. Rudowłosy zasiadł na końcu stołu zaraz przy Tanji, która spoglądała na mrok, panujący już za oknem.
— Co my tu mamy?! — krzyknął radośnie, co zupełnie do niego nie pasowało. — Szynka w puszce, groch w puszce, fasola w puszce i… — Złapał za metalowe nakrycie, które podniósł wysoko i uśmiechnął się. — Omlet! Nieźle Tobi, nie spodziewałem się!
— N-na cześć n-naszych gości! — Chłopaka rozpierała wyraźna duma.
— Tak… — Yahiko wziął do ręki widelec i nabił kawałek potrawy, po czym wzniósł go ku górze. — Uhonorujmy naszych gości! Miałem wznieść toast, więc zrobię to z pomocą tego dania… Za nowych przyjaciół!
Żołnierze rozdarli się głośno, a rudowłosy skosztował ciepłego dania, po którym obrzydliwie się skrzywił, by następnie wypluć je za siebie.
— Tobi, zauważyłeś podczas gotowania, że jajka są stare? — mruknął, próbując powstrzymać się od siarczystych komentarzy.
— Myślałem, ż-że sól z-zabije smak… — wybełkotał brunet, kryjąc twarz za ramionami, jakby gotów na otrzymanie ciosu.
— Pozbądź się tego.
Obiad, a raczej obiadokolacja, trwała w towarzystwie niesamowicie sztucznej atmosfery. Sakura przez cały czas jadła ze spuszczoną w dół głową, podobnie jak Tanja, a chłopcy wymieniali rozgoryczone spojrzenia.
— Pewnie nie umiesz gotować. — Yahiko zerknął na blondynkę, która rozmawiała o czymś z bratem. Dziewczyna wyprostowała się jak struna i popatrzyła na mężczyznę, który w nieco ostentacyjny sposób wycierał kąciki ust serwetką. — Przydałby się nam ktoś, kto ma dryg do kuchni.
Nic nie odpowiedziała. W mocno lekceważący sposób zwróciła się z powrotem do brata, a Haruno ukradkiem obserwowała reakcję rudowłosego, który niewiele sobie z tego zrobił.
— Szlag by to trafił, a już poczułem święta przez tego omleta — warknął Sasori, upijając wino z kubka.
— Kiedyś będziemy mieć jajka, jeszcze wszystko wróci do normy — odezwał się jakiś nieznajomy mężczyzna z zaczesanymi do tyłu, szarymi włosami.
— O tak Hidan, na pewno! — Deidara roześmiał się głośno i spojrzał na szarowłosego. — On wciąż czeka na ponowne otwarcie KFC.
— Nic nie wiesz… — szepnął w odpowiedzi. Naruto skupił na nim swoją uwagę. — Jeśli spojrzeć na całą historię życia na ziemi… To my, ludzie, jesteśmy tu od kilku mgnień oka. Więc jeśli infekcja załatwi nas wszystkich, to będzie powrót do normalności.
— Nasze duchowe guru — mruknął kolejny nieznany mężczyzna, przechodząc obok piątki. — Przywykniecie.
— Powiedz mi Hidan — sarknął jednooki — dlaczego ty właściwie wstąpiłeś do wojska? Przyłączyłeś się do nas.
— To co widziałem po czterech tygodniach infekcji… — szepnął, nieco odbiegając od zadanego mu pytania — ludzi, zabijających ludzi.
— To samo widziałem cztery tygodnie przed infekcją i jeszcze cztery tygodnie wcześniej — wtrącił Sasori. — Jak daleko sięgam pamięcią, ludzie zabijają ludzi.
— No wiesz, człowiek człowiekowi wilkiem. A zombie, zombie, zombie! — Długowłosy blondyn rozrechotał się ponownie, nie zważając na to, iż jego żart nie rozbawił nikogo poza nim.
Jego radość przerwał stłumiony wybuch. Kryształowy żyrandol zabrzęczał głośno, dając o sobie znać, a wszyscy zebrani poderwali się na nogi, gdy syrena głośno się rozwyła.
— Co się dzieje?! — wrzasnął Sasuke, próbując dotrzeć do reszty, gdy brytyjscy żołnierze w popłochu zaczęli się zbierać i biec ku wyjściu.
— Mają tu miny przeciwpiechotne, to zarażeni! — Naruto chwycił Shiro na ręce i przerzucił go przez ramię.
— Jak to?! — Tanja ciagnięta za ramię przez Uchihę, z przestrachem rozglądała się za mężczyznami rozjuszonymi jak mrówki, którym wciśnięto kij do mrowiska.
— Wdarli się na teren posiadłości — syknął, wbiegając na schody. Oglądał się za siebie, czy Sakura aby na pewno za nim idzie. — Macie się zamknąć w pokoju i z niego nie wychodzić, dopóki po was nie przyjdę!
Gdy wrzucił dzieciaki do środka i chciał się cofać, Haruno mu na to nie pozwoliła, chwytając za zgięcie lewej ręki.
— Zostań, błagam cię… — szepnęła, lecz zabrał rękę i otulił jej twarz dłońmi. — Nie ryzykuj w tym miejscu, niech oni się tym zajmą.
— Do środka — nakazał i pocałował ją w czoło, ujmując wcześniej jej głowę w dłonie. — Sasuke się wami zajmie, zaraz wrócę. Przysięgam.
Uciekł jak najszybciej, by przypadkiem nie dać się zatrzymać i wbiegł na dach, poznaną wcześniej drogą. Mroźny wiatr uderzył w jego ciało, lecz nie zniechęcił się i obserwował, jak żołnierze zdejmują kolejno około dwudziestu zarażonych, którzy parli w stronę budynku. Miny wybuchały, tworząc z nadgniłych ciał lepką maź, która rozbryzgała się na wszystkie strony. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że dla tych ludzi była to tylko rozrywka, a nie walka o życie.
Klęli, krzyczeli, naliczali sobie punkty, śmiejąc się przy tym głośno i rywalizując w najlepsze. Będąc przy tym jednocześnie zupełnie opanowanymi… Kiedy on przy pierwszym natarciu, podczas kodu czerwonego, omyłkowo zastrzelił swojego kompana.
Po kilku dłużących się chwilach, piekło zostało stłumione.
Naruto zszedł na piętro, lekko skołowany i wypruty z emocji. Jego umysł dryfował po pustej przestrzeni, nie reagując na hałasy i chłód. W końcu pojawił się bodziec, który przywrócił sprawną pracę ciała i mózgu, gdy nikogo nie odnalazł w ich pokoju.
Zerwał się do biegu długim korytarzem, nie mogąc uwierzyć w to, że wyszli stamtąd mimo jego prośby i panującego zagrożenia. Nie docierała do niego ich chęć bawienia się w bohaterów. Zleciał po schodach do głównego holu, czując jak jego serce łomocze, a przez ciało przechodzą naprzemiennie fale gorąca i zimna. Zatrzymał się gwałtownie u stóp schodów, zupełnie nieruchomiejąc. Dzieci stały pod ścianą, Sasuke osłaniał je sobą trzymając w rękach jego karabin i nerwowo rozglądając się dookoła. Sakura stała naprzeciwko wejścia, w którym sterczał Deidara, Sasori Tobi. Trzymała w dłoni coś przypominającego kij baseballowy i drżała lekko, uparcie szukając czegoś lub kogoś wzrokiem. Uzumaki zamrugał kilka razy zastanawiając się o co chodziło, bo myśl o potrzebie odnalezienia właśnie jego, próbował od siebie odrzucić.
— Słuchaj kochanie, nie będziesz już tego potrzebować. — Jednooki oddał karabin czerwonowłosemu i zaczął zbliżać się do Sakury. Wyciągnął z jej dłoni narzędzie, po czym rzucił nim na bok, by po chwili chwycić ją w pasie, szarpnąć i przycisnąć do siebie. — Teraz ja cię ochraniam. Jeśli chcesz dostać w ręce duży tasak, to choć, dam ci swój.
— Pierdol się — wycedziła, odpychając go najmocniej jak mogła.
— To propozycja, Dei! — Sasori zaśmiał się głośno. — Daj jej spróbować!
Mężczyzna zaczął do niej wracać jednak został powstrzymany, w momencie gdy poczuł jak jego kość policzkowa pęka od uderzenia pięści rozwścieczonego Uzumakiego. Zupełnie zaskoczony, runął na ziemię, a kiedy tylko chciał podnieść się ze swoją kontrą, Hidan przygwoździł go z powrotem do ziemi.
— Zostaw ich, rozumiesz?! — ryknął i po chwili przebiegł wzrokiem po reszcie brytyjczyków — Rozumiecie?! Zostawcie ich!
— Zamknij pysk, skurwielu! — jednooki zrzucił z siebie szarowłosego i chciał mu wymierzyć cios, jednak głos Yahiko go powstrzymał.
— Deidara! Jakie jest, kurwa, wasze pierwsze zadanie po ataku?! — wrzasnął, podchodząc do nich.
— Zabezpieczyć ponownie ogrodzenie, sir.
— Więc zajmij się tym, do cholery. Sasori, Tobi, idźcie z nim. Hidan!
— Sir!
— Uprzątnij z Zetsu ciała z trawnika.
Szarowłosy odszedł jak reszta, pozostawiając piątkę przerażonych przyjaciół i dowódcę samych sobie.
— Przepraszam za nich — szepnął, z pokorą pochylając głowę przed Haruno.
Ta jednak prychnęła głośno i wbiegła na schody. Naruto do tej pory nie rozumiał co robili na dole, ale dał znak Sasuke, by zabrał dzieciaki i podążył za Sakurą.
Yahiko złapał blondyna za bark i spojrzał mu w oczy.
— Napijesz się?
Dwie minuty później znajdowali się w starym biurze prawowitego właściciela posiadłości.
— Słuchaj, jesteśmy wdzięczni, rozumiesz? — Uzumaki krążył po gabinecie by się w jakiś sposób rozładować. — Jesteśmy bardzo wdzięczni za waszą ochornę, fajnie jest mieć towarzystwo, ale jeśli mamy tu zostać…
— Kogo zabiłeś?
— Co? — syknął, przymykając jedno oko.
— Kogo zabiłeś? — powtórzył Tendo, wręczając mu szklankę whiskey. — Nie przeżyłbyś nie zabijając nikogo.
— Zabiłem ich wielu, to teraz bez znaczenia — odparł. I choć na prawdę łatwo przyszło mu to powiedzieć, to na wspomnienie tych czynów, serce go zabolało.
— Ale musiałeś. By przetrwać. By ich ratować. — Wyglądał przez okno, popijając trunek. — Inaczej one zabiłyby was. Przetrwanie.
Naruto czuł, że ta rozmowa nie prowadzi do niczego dobrego.
— Obiecałem im kobiety.
Dziwne, nieprzyjemne, wręcz obrzydliwe napięcie przeszło przez ciało Naruto od stóp do głów. Zrobiło mu się niedobrze, a ciałem wstrząsnęła chęć torsji.
— Co, kurwa? — warknął, zaciskając dłoń na szkle.
— Kilka tygodni temu zastałem Zetsu z lufą w ustach — zaczął, zwracając się do blondyna. — Mówił, że chce się zabić, bo nie ma przyszłości, zupełnie jak Kakuzu. Co mogłem mu powiedzieć? Wybijemy zarażonych, albo zaczekamy dopóki nie pozdychają z głodu i co dalej? Co może robić szesnastu facetów za wyjątkiem pozabijania się?
Cała postawa Naruto i jego wściekłe oddechy nadawały komunikat o tym, by Yahiko nie brnął, jednak on nie przerywał:
— Opuściliśmy blokadę, nastawiłem transmisję radiową i obiecałem im kobiety… — wyszeptał i dopił resztkę rudej — bo kobiety, to przetrwanie, Naruto.
Snajper rzucił szklanką o ścianę, a kryształ w towarzystwie whiskey rozbił się i rozleciał po całym pokoju. Blondyn zbiegł piętro niżej i wpadł do sypialni, w której cała czwórka czekała na niego i jakieś sensowne informacje co do dalszego działania.
— Wynosimy się stąd, natychmiast! — ryknął, chwytając Tanję za rękę. Zerwał ją z łóżka i pociągnął mocno za sobą. — Szybko!
— Naruto, co się dzieje?! — krzyknęła roztrzęsiona Sakura, zrywając z łóżka bluzę Shiro.
— Nie ma czasu, Sasuke, zabieraj mój plecak. — Blondyn wybiegł na korytarz i zaczął ich prowadzić ku głównemu wyjściu. — Szybciej! Nie możemy tu zostać!
Jakby na znak zdenerwowania blonydna i próbę wzmocnienia jego słów, niebo rozdarł piorun, a silny grzmot wstrząsnął szybami budynku. Mimo to, parli na dół, a gdy tylko pojawili się na parterze ich droga dobiegła rychłego końca. Wszyscy żołnierze zaalarmowani wrzaskami Uzumakiego mierzyli do nich z broni. Oprócz jednego.
— Nie zatrzymacie ich tu! Nie pozwolę na to! — Hidan stał plecami do nich i wymachiwał karabinem. — Nie macie prawa!
Sasori strzelił w kierunku otwartych drzwi, a spłoszony szarowłosy upuścił broń. Żołnierze napadli na niego i ogłuszyli, chwilę później dopadając Uzumakiego.
— Naruto! — ryknęła Sakura, próbując do niego doskoczyć, lecz ponownie została usidlona przed Deidarę.
Zielone oczy z przerażeniem obserwowały, jak Sasori i Zetsu okładają pięściami twarz i brzuch Naruto. Krew lała się z nosa, ust i rozciętej skroni. Shiro i Tanja wrzeszczeli, by mężczyźni zostawili go w spokoju, płacząc głośno.
— Jebańce! — Ryknął snajper, krztusząc się juchą. Z całych sił próbował wyswobodzić się z wrogich ramion, lecz zastygł w bezruchu, gdy spostrzegł jak po schodach schodzi jakiś żołnierz i mierzy prosto w Tanję. — SASUKE! SASUKE, ZA WAMI!
Uchiha zwrócił się energicznie w tył i z impetem rzucił Tenzou za siebie. Zdekoncentrowana dziewczyna, chcąc nie chcąc, potknęła się i stoczyła po ostatnich stopniach, uderzając dosyć mocno głową o kamienną posadzkę. Młodszy brat został porwany przez Tobiego, który odciągnął go na bok, obrywając małymi pięściami w twarz.
Sasuke odwrócił się z powrotem do Zetsu, a jego czoło zetknęło się z lodowatą stalą lufy karabinu. Zacisnął zęby i spiął wszystkie mięśnie. Kątem oka skontrolował Tanję, która chwiejnie podniosła się na nogi i postawiła nogę na pierwszym schodku, by wrócić do bruneta.
— Cofnij się, nie podchodź! — ryknął, wykonując gwałtowny ruch ręką.
— Zostaw go! — wrzasnęła, a krew z rozciętej głowy spłynęła po jej czole, przerywając drążenie śladu przy wgłębieniu oka. Kapnęła na policzek i ześlizgnęła się do kości policzkowej. — Zostaw, popierdoleńcu! Zostawcie nas!
Uchiha odwrócił się bokiem do agresora, by ponownie odepchnąć blondynkę, a lufa broni uderzyła w jego skroń, przysparzając tępego bólu.
— Zawadzasz, koleżko — warknął, a chwilę po tym ponownie rozszedł się huk.
Tanja poczuła gorącą posokę, która prysnęła na jej twarz i dekolt. Chwyciła upadające, odrzucone od strzału ciało Sasuke i runęła z nim na ziemię, skupiając przerażone spojrzenie na gasnących, ciemnych oczach. Jej wrzask był bardziej ogłuszający niż wystrzały broni.
— Pierdolone gnidy! — Sakura rozpaczliwie tłukła pięściami Deidarę, lecz ten sprawnie ją unieruchomił. Wielkie łzy Haruno rozbijały się o brudną podłogę, tak samo jak te należące do Tanji, których droga kończyła się na bladej twarzy Uchihy. — Śmiecie, kurwy… Nienawdzię was, nienawidzę!
— Co to za piekło… — Shiro. On też płakał.
Naruto wodził oszołomionym spojrzeniem po ich przerażonych twarzach. Najsilniejsze poczucie winy, które rozrywało go od środka, właśnie przeradzało się w szał i obłęd, które zwróciły się ku Yahiko. Tendo stanął tuż przed nim i spojrzał mu w oczy.
— Chcę dać ci szansę — szepnął, podnosząc głowę Uzumakiego ku górze. — Możesz być z nami… Ale ich nie mogę wypuścić.
— Wyrżnę was wszystkich w pień… — syknął, plując zebraną w ustach od uderzeń, krwią. — Przysięgam!
— Próbowałem — szepnął rudowłosy.
— NARUTO! — Rozrywający struny głosowe ryk Sakury i pięść Yahiko to ostatnie co był w stanie usłyszeć i dojrzeć.
Potem pojawił się tylko tępy ból i wszechobecna ciemność.

Od autorki i jej ukochanej bety:
Kejża: NOPEEEEEEEEEEEEEEEEE EEEEEEEEEEEEEEEEE DLACZEGO UMARŁ JAK FRAJER!!!!!!!!!!!
[*] RIP Sasuke Uchiha [*]
Mayako: No słuchajcie, czego mogliście się spodziewać po osobie, która nienawidzi Sasuke? Nie wiem po co okłamywałam i siebie i was. xD Ale i tak nie było tragicznie Kejża. Moim zdaniem nie umarł jak frajer, bo mimo wszystko chciał ich chronić i zmienił swoją postawę z początkowej: jestem pizdą, niech dzieciak pobiegnie zygzakiem. Miałam tyle okazji na zamordowanie go w totalnie haniebny sposób. Mogłam go, sukinsyna, zarazić… Tez kilka razy chciałam. Ale stwierdziłam, że skoro powoli zbliżamy się do końca, to czas zacząć prawowicie przypisaną temu blogowi sieczkę.
Także no, trochę mi go w sumie szkoda. Nie ukrywam, że chciałam w pewien sposób zakręcić jakiś wątek, SASEK X TANJA, ale zauważyłam, że opowiadanie, które miało skupiać się na dwójce dzieciaków, przeszło w jakąś pro formę. Niby ratujemy dzieci genetycznie obciążone (tak, obciążone, bo jak dorwą się do nich specjaliści, to zakończy się ich wesoły żywot), a tak naprawdę skupiliśmy się na wojskowym Naruto i jego mięśniach. xD
No no. Więc mamy za sobą ósemeczkę, obszytą w obszerną fabułę i znikomą ilość akcji, która wskoczyła tylko na koniec. Dziewięć i dziesięć będzie już tylko i wyłącznie akcją, także możecie mi darować tę sielankę.
No i alarmuję cały czas o mojej sesji. Obiecałam, że dodam rozdział przed nią i wywiązałam się z obietnicy. Następny prawdopodobnie pojawi się dopiero na początku sierpnia, chyba, że będę miała okazję do pisania. Mocno się nakręciłam tej nocy, po tym tekście i sądzę, że jednak będę po cichu skrobać, ale jak to będzie do końca wyglądać - nie mam pojęcia. Dlatego zaglądajcie na magicznego facebooka. ;)
Dobra, teraz znikam uczyć się na kolokwium, a jutro? Kto wie. Choć po głowie chodzą mi zamknięte, bardzo możliwe, że 28 weźmie górę. Bywajcie moi mili! <3

EDIT: Żydzicho do Was przyszło! :D Na Narutomanii pojawiła się już sonda dotycząca wyboru bloga maja! Wcale nie będę narzekać na głosy oddane przy punkciku 28 weeks later. Tak, jestem na tyle zakochana we własnym blogu, że chcę by zyskał on większy rozgłos! :D I zupełnie nie chodzi o wygraną, a o to, że nawet kilka głosów zwróci uwagę na naszą wściekłą opowieść. No, liczę na Was! Czas rozsławić to gówno! B|

POST DEDUKUJĘ ZUZI! WSZYSTKIEGO DOBREGO, 100 LAT, 100 LAT! <3

29 komentarzy:

  1. WOW, piękny rozdział i świetny blog, jeden z najlepszych, które czytałam. Bardzo zazdroszczę talentu i z niecierpliwością czekam na następny rozdział, biedny Naru :( Sasuke w sumie też, bo zaczął mi się nawet podobać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, dziękuję bardzo, bardzo! :3 Mi też zaczęło się robić szkoda Sasuke. xD

      Usuń
  2. Powiem szczerze, że jestem mocno zaskoczona takim zwrotem akcji i wplątaniem fabuły z "dni". W życiu bym się tego nie spodziewała! A teraz przynajmniej wiem jak będzie wyglądać rozdział dziewiąty. :D
    Ale brnąc tak od początku, no... Już w drugim akapicie dałaś nam znac o tym, że coś będzie nie tak. Sądzę, że wybranie Yahiko jako dowódcy tych żołnierzy było znośne, choć bardziej pasowałby mi tam Itachi czy właśnie Obito, no ale potem nieźle to wyprowadziłas.
    Mmmmm, nagi Naruto pod prysznicem, macałabym. :D
    Moment z Sakurą mocno rozczulający, fajnie, że dziewczyna w końcu zmieniła tok myślenia.
    Spodobał mi sie opis "poznania" Kakuzu, zrobiło mi się go szkoda. Scena przy obiedzie równiez. No i zaczęły się schodki.
    Już po tym, jak Naruto powiedział, że zaraz wróci, miałąm wrażenie, że nie wróci. A tu taki psikus. Myślałam, że już w tamtej chwili ktoś zginie, więc gdy tego nie opisałaś to się uspokoiłam, zupełnie zapominając o przemowie majora o kobietach. Rozbolałą mnie twarz gdy tamci okłądali Naruto, pękło mi serce, gdy Sakura wrzeszczała. W oczach pojawiły się łz, gdy Tanja złapała martwego Sasuke, a już w ogóle rozpłakałam sie po ostatnich slowach Shiro, choć w sumie nic nie wprowadzały.
    No pięknie, pięknie, ale szkoda że tak mało. Jezu, jak ja będe tesknic za tym blogiem :((((
    W sumie dobrze, że bedzie taka długa przerwa, przynajmniej nie skończy się tak szybko ;)

    Pozdrawiam, sciskam i caluje <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestańcie już z tym Saskiem. Przecież to było do przewidzenia, że go zabiję. xD Zacznijmy od tego, że wcale nie miałam zamiaru go wplątywać w dalszą fabułę. Potem miałam go zabić helikopterem, ale mówię "nie! jeszcze chuja potrzymam!" a teraz mi samej strasznie go szkoda. xD

      Usuń
  3. Odpowiedz mi dlaczego dopiero w sierpniu rozdział. No błagam, ja nie dam rady. Tym rozdziałem zrobiłaś mi sieczke z mózgu i on płacze. I dlaczego w takim momencie, kurde skończyłaś. Łączę się z Kejżą w bólu. Jak zaczęłam lubić Sasuke uśmierciłaś go. Chociaż na początku był śmieciem. No więc mózg mi się rozwalił bo tyle akcji i taka akcja. I w ogóle super hiper zajebiście.
    Pisz szybciutko.
    Zdaj co masz zdać.
    3-mam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się coś skrobać w czasie wolnych chwil, ale nie mogę nic obiecać. :(

      Usuń
  4. O w dupę! ;-------------------------------;
    Muszę ochłonąć, zanim skleję coś sensownego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dwa słowa ZAJEBISTY ROZDZIAŁ

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezu, ten blog jest taki zajebisty (T.T) Historia wzrusza, porusza, przeraża. NaruSaku nigdy jakoś nie było moim lubianym paringiem, ale skusiłam sie przez fabułę i ich pokochałm, choc jest ich tak malo!
    Szkoda mi Sasuke strasznie, ale w sumie bronił Tanji wiec nie bylo tak zle ;p czekam z niecierpliwością na 9 rozdział a moze bedzie ich wiecej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma szans na więcej, niestety. :(

      Usuń
  7. Jestem chamska bo śledzę twojego bloga od początku i ani razu niczego tu nie skomentowałam. Ale ja obiecuję, że się poprawię! :D
    Notka jak zwykle wspaniała, po prostu cud, miód i orzeszki, jednak tak jakoś mało jej było. Ja chcę więcej, więc następny rozdział ma być dłuższy! T.T Z początku spodobała mi się postać Yahiko, ale później okazał się straszną szmatą, zresztą tak samo jak reszta :(( Aww *w* słodka była ta scena z Naruto i Sakurą jak się przytulali^^ Chcę więcej takich momentów :DDD Ale później pobili Uzumakiego i zabili Sasuke :( Tyle tragicznych rzeczy się wydarzyło w tym rozdziale. Ale mimo wszystko czekam na następną notkę i mam nadzieję, że będzie DŁUŻSZA! xD Sama mam zamiar niedługo założyć bloga o NaruSaku i niby mam coś tam naskrobane, ale mam lenia i dupy mi się nie chcę ruszyć xD Chciałam tylko napisać, że jak założę tego bloga to będę brała przykład z twoich notek i będę próbowała stać się choć w połowie tak dobra w pisaniu jak ty. :D I jeszcze tak na koniec. Mam nadzieję, że po zakończeniu 28 weeks later założysz innego bloga o NaruSaku, ale oby koniec 28 szybko nie nadchodził ;) No i obiecuję komentować na twoim blogu każdą notkę! :D
    Aaa... zapomniałabym :D Dziękuję ci bardzo za życzonka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, postaram się w przyszłym rozdziale wjechać z jakimś NaruSaku, takim mocno mocno. xD
      Będę z niecierpliwością czekać na Twojego bloga, bo mało jest czegokolwiek o tym paringu, a ja ich bardzo polubiłam. :)

      Jeszcze raz wszystkiego co najlepsze! :*

      Usuń
  8. Dlaczego po poprzednim rozdziale nie wpadłam na to, że wplączesz motyw z pierwszej części 28? ._____. Ale tu od samego początku wiedziałam, co szykujesz. I cholernie się tego bałam, bo Twoja wyobraźnia jest ogromna i obawa, że zrobisz coś głupiego narastała z każdym zdaniem. xD Może nie czułam tego charakterystycznego ścisku w żołądku ale zwalam to na szpital i psychiczne wymęczenie, bo jak teraz sobie myślę o tym rozdziale, to przechodzą mnie ciary. Wrrrr! .____.
    Jezu nie wiem co pisać. Rzadko kiedy nie mam weny na komentarze, ale tym razem musisz mi wybaczyć. xDDDDDDDDDDDDD
    A co się tyczy Sasuke to owszem, zginął jak frajer. W obliczu panującej zarazy zginąć z rąk człowieka - no frajersko. :/ I właśnie! Trułam Ci zawsze dupę, że jak kogoś zabijesz, to ja zabije siebie lub Ciebie, a czytając ten rozdział nawet nie było mi tak żal Sasuke i TO NA STO PROCENT WINA SZPITALA. Bo teraz jak o tym myślę to mi serduszko krwawi. :(

    Cholercia, jak to teraz rozkręcisz? Pamiętam, jak się skończyły obie części i teraz próbuję wymyślić, jak to połączysz. Albo jak oni uciekną. I kto następny zginie. Obstawiam, że Naruto. .______.

    Czekam na kolejny, Majucha! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WSZYSCY UMROM, SOBACZYSZZZ ;-;

      To nie jest frajerska śmierć. To jest śmierć bezsensowna. Tak samo jak cała egzystencja Sasuke Uchihy. xD

      Usuń
  9. ŁOOOOOOO TERAZ ZAUWAŻYŁAM, ŻE MINIATURKI PRZY KOMENTARZACH SĄ KRZYWO. ALE JAZDA. XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcesz takie WIESZ GDZIE? ;> Mogę się postarać.

      Usuń
  10. Cholercia! Czuję się podle, strasznie, źle... od kilku tygodni mam wbite do głowy, że nauka i sesja jest najważniejsza i że wszystkie inne rzeczy muszę zostawić na później (pytanie, kiedy to później?!) i że nie mogę się rozpraszać i tak dalej, a tu wczoraj - dosłownie miedzy nauką do XX-lecia międzywojennego, a Gramatyką Historyczną pochłonęłam 28 Weeks Later... I nie żałuję, ani troszeczkę, ani odrobinkę, bo w tej chwili uważam, że przydało mi się to o wiele bardziej niż nudna sesja i cała reszta!
    Miło oderwać się od rzeczywistego świata, do świata stworzonego przez Ciebie, tutaj, w tym miejscu. Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak przez tego bloga zmieniłam pogląd na Naruto! O Bozinko, z nadpobudliwego dzieciaka w męskiego, umięśnionego faceta-żołnierza (czyt. ekstra ciacho). Po cichu przyznaję się, że sama mam ochotce na jakieś NaruSaku opowiadanie. Może uda mi się znaleźć jakiś ciekawy pomysł i coś nakreślić.
    Ale przejdźmy do konkretów.
    To jeden z najlepszych opowiadań jakie czytałam. Pomijając fakt świetnego i zjawiskowego pomysłu z Zombie i zabijającym wirusem i to że Naruto to niezłe ciacho w mundurze. Piszesz genialnie. Wspaniale opisujesz uczucia, bitwy, walki, panoramy. Jak Ty to robisz? W jednym rozdziale potrafisz ująć tak wiele detali i szczegółów, że moja wyobraźnia po prostu wariuje. Pożąda więcej, domaga się wręcz kolejnej dawki niesamowitych opisów stworzonego przez Ciebie świata. Naprawdę - czyta się przyjemnie, pomimo, że wszędzie leje się krew i ktoś wydłubuje oczy i całuje przygryzając wargę i psy mają wściekliznę i... i pomimo całej tej reszty. ;)
    Dodatkowo epizod z genami tego chłopczyka. Na początku nie rozumiałam sceny Yamato i jego żony, a także dzieciaków. I w sumie wpadłam na to w rozdziale, który to tłumaczył (osz ja niemądra) i to w ogóle był szok!
    Podziwiam i doceniam...
    Przepraszam za bezpośrednie zwroty i cały ten chaos w komentarzu (nigdy nie potrafię napisać nic sensownego). Ale chciałam życzyć dużo weny. Okrutnie dużo weny, aby jednak rozdział pojawił się wcześniej niż w sierpniu!
    Pozdrawiam.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy po raz pierwszy ogladalam film, rowniez z poczatku nie zagailam o co chodzi. Choc jak juz ta doktor mowila o oczach chlopaka, cos zagralo mi w glowie!

      Usuń
  11. To naprawdę koniec :( , biedny Naruciak . A Sasek no niewiem czy dobrze czy też źle umarł .Ale szkoda że koniec , a może nie . Życzę dużo dużo weny :D może napiszesz gdzieś za dwa miesiące . Co dalej , jak będzie znosić to moja Sakura chan !!! Pozdrawiam i też mam nadzieje że kolejny rozdział pojawi się w sierpniu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział juz prawie gotowy! :))

      Usuń
  12. Witam,
    droga autorko dopiero tutaj trafiłam, przeczytałam zaledwie fragment, ale juz wiem, że zostaję na dłużej... jak na razie nie mam jak przysiąść i przeczytać ale postaram się szybko nadrobić te zaległości....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się spodoba! ;)

      Usuń
  13. wpadła tutaj wczoraj i przeczytałam wszystko:D Najbardziej podoba mi się oryginalny pomysł!
    Brakuje tutaj prostoty i to mnie urzekło! Będę u cb częstym gościem:d
    Zapraszam do mnie na kolor-purpury.blog.pl i proszę powiadamiaj mnie o news!
    niech moc z tobą będzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, muszę do Ciebie zajrzeć! :)

      Usuń
  14. Jeżu, moje leniwe dupsko naprawdę nie zna granic. Od dłuższego czasu zabierałam się za nadrabianie blogów, a kończyło się na patrzeniu się na szablony i wychodzeniu. Jestem taka leniwa ._. Aż się zdziwiłam, jak teraz spojrzałam na datę tej notki. xD
    Co tu mogę powiedzieć :> Czułam, że z tego spotkania nie będzie happy endu ;_; Jesteś okropna, wiesz?
    Przeraża mnie myśl, że trzymają Kakuzo na łańcuchu, jak jakiś obiekt doświadczalny. Króliczek laboratoryjny XD A co jak się kiedyś wyrwie, oj może być nieciekawie.
    No i uśmierciłaś Saska... normalnie byłabym smutna, ale tutaj rzeczywiście odgrywał rolę pizdy, w sumie dobrze, że już nikt nie będzie się z nim w żaden sposób męczył. Tylko, cholera, szkoda Naruto! Jestem ciekawa, co teraz z nimi zrobią, Czy też będą ich przetrzymywać na łańcuchach w jakiejś klatce, czy może zrobią coś dużo, dużo gorszego? Kto ich tam wie, mam nadzieję tylko, że uda im się jakoś stamtąd wydostać, Bo bydzie lipton. >.<
    Mam do nadrobienia jeszcze dwa rozdziały na Zamkniętych, więc niedługo się tam odezwę ;>
    Iiiii jestem okropnie ciekawa, co planujesz, jak zakończysz 28 weeks... ;> W sumie już prawie końcówka :<
    Bajos! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten króliczek labolatoryjny mnie zabił. XD
      A planów mam wiele. :D

      Usuń
  15. Woooo Akatsuki, o faken.
    Nadrobiłam te rozdziały wczoraj w nocy i miałam tyle ci do napisania, a dzis rano jakaś taka pustka. XD
    Znaczy się no. Szczerze się cieszę, że spotkali Akatsuki. Wgl cały rozdział przypominał mi The walking dead tylko, że czytany. Wgl nie jestem zła na zachowanie naszych ocalałych gospodarzy. Rozumiem po co trzymali Kakuzu i sama pewnie też bym poświęciła kogoś dla obserwacji, która może dać odpowiedź na zarazę. Poza tym w takim świecie liczy się przetrwanie swojej grupy, a nie innych, soł nie dziwię się również, że chcą dziewczyn skoro Yahiko im to obiecał.
    I ta końcówka. Rawr.
    Teraz ich zabiją? xDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahahahhahaah, zależy kto kogo. XD

      Usuń