2 sie 2015

EPILOG


— Biegną!
— Szybciej!
— Strzelaj!
— Naruto?
— Są zbyt blisko!
— Naruto?! Naruto, wstawaj!
Zerwał się na łóżku, wciągając jednym haustem multum powietrza. Zacisnął drżące palce na blado-niebieskim prześcieradle, próbując wyczuć pod sobą namacalny grunt, nieprzysparzający wrażenia wiecznego spadania. Czuł, jakby przez długie godziny znajdował się pod grubą taflą lodu i szukał w niej luki. Jakiejkolwiek przerębli, którą mógłby uciec z wody — lodowatej, przejmującej i upartej jak śmierć, zalewającej jego usta i płuca przy każdej próbie wołania o pomoc. Przetarł dłońmi zlaną potem twarz i wbił rozbiegane spojrzenie w elektroniczny zegarek, wyświetlający dwudziestą pierwszą.
— Co z tobą? — Kakashi spoglądał na niego, stojąc nad łóżkiem i marszcząc nos. Emanował swoim standardowym spokojem i obojętnością, jak przez całą ich dotychczasową znajomość. — Wyglądasz, jakbyś zobaczył własną śmierć.
— T-tak się czuję... — wyszeptał beznamiętnie i zamknął oczy. Miał wrażenie, że pochłaniało go nieznane źródło gorąca, a gdzieś w tle rozlegało się zagłuszone skwierczenie. — Ale miałem pokurwiony sen.
— Ty cały jesteś pokurwiony. — Mężczyzna westchnął i położył się na swoim łóżku, a Uzumaki był niemalże pewny, że czuł swąd palonego ciała. — Musisz iść do labolatorium.
— Po co? — Postawił bose stopy na panelach, przyjmując przeszywający ból w okolicach potylicy. Słyszał dziwny szum, który tworzył wokoło jego ciała dziwną barierę.
— Podpisać raport na temat tej kobiety, którą znaleźliśmy na przedmieściach. — Hatake nakrył twarz poduszką i ziewnął głośno, zupełnie nieświadomy stanu, w jakim znajdował się jego przyjaciel. — Nie wiem po jaką cholerę, skoro tylko zauważyłeś, jak te dzieciaki przechodzą przez ogrodzenie, ale mimo wszystko jesteś wzywany... Głupie bachory, a tak namieszały.
Głupie bachory...
Zacisnął zęby. Jego ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz; zamknął ociężałe powieki i zobaczył… Widział spojrzenia, ale nie ich właścicieli. Przerażone oczy, czerwone od płaczu. Jasne tęczówki zwężały się i poszerzały na zmianę.
Ból głowy męczył go jak żywa istota, łaknąca jego cierpienia. Zacisnął pięści przy skroniach, mrużąc powieki. Coś obijało się po rozjuszonym umyśle.
— Shiro i Tanja…
— Co? — Hatake zerknął na niego spod ramienia, ściągając do siebie brwi.
— Te dzieci to Shiro i Tanja Tenzou — wymamrotał, mrużąc oczy. Skąd to wiedział? Miał wręcz pewność. Choć do tej pory znał tylko ich nazwisko, które kojarzył z pijanym rodzicem.
— Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Na miejscu ich ojca, złoiłbym im skórę. — Mężczyzna przewrócił się na bok i nakrył szczelnie kocem. — Pospiesz się, od dwudziestej drugiej mamy wartę.
Wstał na nogi, które lekko drżały. Sen był tak cholernie realistyczny, że nie potrafił uwierzyć w aktualną rzeczywistość. Rana postrzałowa po akcji z rebeliantami wciąż bolała, ale nie przywiązywał do tego żadnej uwagi. Wciągnął na siebie mundur, wykonując przez cały czas mechaniczne ruchy. Nie mógł osiągnąć skupienia i w owym stanie opuścił mieszkanie, kierując się do drugiej części dystryktu.

— Przepraszam — odezwał się niepewnie, pukając w otwarte drzwi niewielkiego pomieszczenia. — Ja w sprawie raportu.
Zza szafek wyszła wysoka blondynka, która uśmiechnęła się przyjaźnie i podeszła prosto do sporego biurka. Zdjęła z szyi smycz ze swoim identyfikatorem z danymi. Tsunade Senju — tak mówił wytłuszczony druk u góry plakietki.
— Cześć Naruto — mruknęła, wyciągając z metalowego pojemnika długopis i zaprosiła go do siebie skinieniem głowy. — Jak rana?
— Jakoś się trzymam — odparł cicho, wpisując w odpowiedniej rubryczce swoje imię i nazwisko. — Dziękuję.
— Ach przestań. — Machnęła zdawkowo ręką i odłożyła kartkę na stertę innych papierów. — A jak samopoczucie? Nie wyglądasz zbyt dobrze.
— Średnio, jak nie gorzej. — Oparł się plecami o ścianę i rozejrzał dookoła. Nie miał ochoty na takie rozmowy, jednak z grzeczności wymienił z nią kilka zdań.
Minęło kilka chwil, gdy przez jego kręgosłup przebiegł ponownie nieprzyjemny dreszcz. Korytarz zaczął przesiąkać potwornymi, kobiecymi wrzaskami. Miał wrażenie, że w tamtym momencie czyjeś struny głosowe pękały, a w ustach zbierała się krew. Czuł, jakby ktoś złapał jego serce w dłoń i zaczął je miażdżyć, a głowę okładał mu młotkiem.
— To ta kobieta. — Blondynka westchnęła smutno, wyglądając na korytarz. Pokręciła głową, a w jej oczach pojawiły się nieopisany żal i współczucie. — Jest zagubiona i przerażona.
Wyjrzał nad jej głową i przyglądał się sytuacji, czując jak gęsia skórka ozdobiła jego ramiona. Dwoje medyków prowadziło skutą Kurenai, ubraną tylko w cienką, szpitalną koszulę. Tenzou szarpała się szalenie i błagała, by ją wypuścili. By dali jej spokój i zaprowadzili do dzieci.
Skierowała spojrzenie na blondyna, a ten dostrzegł w jej oczach brunatne zabarwienie. Choć prosiła go nim o pomoc, nie potrafił zrobić zupełnie nic. Bezsilność spowiła jego serce.
— Te procedury są straszne, ale nic nie możemy na to poradzić... — Usłyszał za sobą szept.
Minęli ich, a jego pozbawiony wyrazu wzrok skupił się na kimś innym. Widział ją; major oddziału medycznego. Szła za swoją pacjentką, ściskając w ramionach plik jakiś dokumentów. Stawiała spore i szybkie kroki, a gdy zrównała z nim swoją pozycję, przeniosła wzrok prosto na niego.
Szybkie i zmęczone zerknięcie, dłużyło się w nieskończoność. W męskiej głowie, echem odbijały się krzyki należące do jej osoby, podczas gdy nie potrafił zerwać połączonych spojrzeń. Serce zabiło szybciej; pierwszy raz na jej widok nie odczuł radości czy wstydu, a czyste przerażenie.
Uratuj nas.
Choć nawet nie poruszyła wargami, zrobił krok w tył. Słyszał jej głos; głośny i wyraźny.
— Cholera — syknął, łapiąc się za głowę, gdy dziewczyna nagle zniknęła za grubymi, żelaznymi drzwiami.
— Coś się dzieje? — Tsunade zerknęła na jego wykrzywioną w bólu twarz.
— Nie... — odparł sucho i wydał z siebie głośne stęknięcie, wychodząc w końcu z gabinetu. — Pójdę już, zaraz moja zmiana. Dobrej nocy.
— Spokojnej warty — rzuciła, odprowadzając snajpera wzrokiem.
Przemknął przez korytarz i odbił w lewo, w kierunku schodów. Te prowadziły kilka pięter wyżej, gdzie ponownie musiał zmierzyć swoje oczy z nieprzyjemnym światłem jarzeniowych lamp. Mijał poszczególne pomieszczenia, a wrażenie slow motion pojawiło się ponownie, gdy dostrzegł przez pancerną szybę dwójkę dzieci, siedzących w tymczasowym areszcie. Ich oczy skupiły się na nim, a przygnębione wyrazy twarzy zaatakowały poruszone serce.
Naruto, oddajemy życia w twoje ręce.
Znowu słyszał krzyki. Wrzaski przerażonych dzieci.
Zacisnął powieki i przyspieszył, chcąc to za sobą zgubić.

Świeże powietrze uderzyło w jego twarz, lekko ocucając umysł. Zatrzymał się na dziedzińcu i rozejrzał dookoła, czując dziwną aurę, rozciągającą się nad Londynem. Był pewny, że już raz ją czuł.
Spacerujący żołnierze rozmawiali ze sobą najspokojniej w świecie, śmiejąc się i emanując pozytywną energią, która nie była w stanie przebić się przez silnie przygaszoną, ciemną barierę snajpera. Ruszył energicznie przed siebie, w kierunku swojego bloku, gdzie miał rozpocząć pracę. Skupił wzrok na drodze i zastanawiał się, kiedy przejdzie mu ta straszna farsa, jaką traktował go umysł.
— Dobry wieczór. — Usłyszał od mijającego go mężczyzny.
Odpowiedział mu cicho, przyzwyczajony do takowych grzeczności ze strony cywilów, jednak odwrócił się zwiedziony znajomym, tajemniczym głosem. Rozpoznał sylwetkę Yamato i poczuł silne odrętwienie w dłoniach. Gorąca krew uderzyła do głowy, a chwilę później zawładnęły nim nieprzyjemne zawroty.
Odczekał moment i ruszył, zaciskając zęby i powieki.

Sny bywały potężną mocą napędową. I nie ważne czy chodziło o drobne miłostki, plany na przyszłość czy też strach spowodowany marami dzieciństwa. Czuł, że coś w tym wszystkim jest nie tak. Miał wrażenie, że siedział w nim mały demon, który radośnie wbijał szpilki w najczulsze elementy ludzkiego ciała i duszy.
Krew zabitych, łzy dzieci, dotyk Sakury, jej pocałunki. Mógł sobie to wszystko przypominać i czuć na skórze, jakby działo się to dosłownie chwilę wcześniej. Nie potrafił tego wyjaśnić, ani zrozumieć. Znalezienie sposobu na spokój też wydawało się być nierealne.
Miał ochotę podejść do tych dzieci i zapytać, czy pamiętają.
Miał ochotę dotknąć Sakury i poczuć to wszystko jeszcze raz.
Miał ochotę szczypać swoje ciało i sprawdzić, gdzie się tak naprawdę znajdował.
Może to właśnie w tamtej chwili śnił?
Lepiej się czujesz, Uzumaki? — Usłyszał zniekształcony głos przyjaciela. Zadrżał lekko, sam już nie wiedział dlaczego. Sięgnął dłonią do słuchawki.
Maminsynek się pochorował? — Głos Sasuke rozdarł jego serce na pół.
Przecież widział, jak umierał. Jak spadał w dół, w ramiona przerażonej dziewczyny, która polegała na nim samym, tak jak jej młodszy brat.
Teraz nawet nie wiedzą kim jestem.
Wyłapał zagłuszone strzały.
To nie retrospekcja. Poruszył się gwałtownie.
Kręciło mu się w głowie, światła mieszkań stworzyły jedną, żółtą plamę.
Krzyk.
Wycie z bólu i przerażenia.
Poczuł śmierć.
— Tu generał, do centrum dowodzenia!
— Centrum dowodzenia, zgłaszamy się.
— Mówi generał Shimura… Wszystkie jednostki mają się przygotować, do wykonania kodu czerwonego! Na mój rozkaz!

Tak bardzo chciałabym, by to był jakiś koszmar. Wiem, że nie mam prawa niczego deklarować, ale ochronię cię… Dlaczego opuściłeś swój posterunek. Miałem Shiro na muszce, nie potrafiłem tego zrobić… Przecież on nie był naszym celem. Miała wyjątkową krew. Posiadała naturalny rodzaj odporności na wirusa. Przechodzą piekło, na które nie zasłużyli. Kobiety, to przetrwanie, Naruto. Wyrżnę was wszystkich w pień… To trwało dłużej niż ułamek sekundy. Uwierz we mnie, wyciągnę nas z tego. Zabiorę cię z tego piekła. Nie poddawajmy się.

— Zrozumiałem.
— Pełna gotowość.
— Do wszystkich posterunków: zaczynamy za 30 sekund!
— Komunikat specjalny: W centrum medycznym mamy ognisko wirusa! Niech opuszczą go wszystkie oddziały!
Nie wierzył.
— Do wszystkich jednostek: odbezpieczyć broń!
— Potwierdzam!
— Przygotujcie komunikację, połączcie ze wszystkimi jednostkami zewnętrznymi!
— Przygotujcie wyznaczone strefy!
— Przenieście cywili do zamkniętych stref!
Nie chciał wierzyć.
— Tu generał Shimura. Niech personel zabezpieczy bunkier. Proszę o potwierdzenie zamknięcia!
— Bunkier zabezpieczony!
— Generale, jakie rozkazy?!
Gorące płomienie zaczęły lizać jego ciało.
— Wprowadzić kod czerwony.


Od autorki i jej betuni.
Kejża: Jak dla mnie, Naruto umarł.
Mayako: Chyba jest mi smutno.
Jak to napisałam kilka dni temu Sasame: po co dojebać czytelnikom raz, skoro można dwa razy?
Ale gdyby tak wziąć pod uwagę to, że Naruto już przez to przeszedł? Może tym razem wszystko potoczyłoby się inaczej? Na ten pomysł wpadłam jeszcze przed ostatnim rozdziałem. To nie jest tak, że poddałam się presji czytelników. Jedni zaczęli mnie nienawidzić, bo ich zabiłam. Inni mówili, że to ciekawe zakończenie. A w tej chwili? Jest różnorakie. Mogą umrzeć, mogą przeżyć. Uzumaki może tym wszystkim rządzić. Może zbiec z dachu i pognać prosto do Sakury, Shiro i Tanji. Ale równie dobrze może sobie strzelić w głowę wiedząc, że nie ma szans przejść przez to drugi raz. I taka była pierwotna, przedostatnia linijka epilogu. Przykro mi, ja nie miałam serca go zabić. Wy możecie zrobić to już teraz.
Także tym akcentem kończę fabułę; pozostaje ona do waszej interpretacji.

28 weeks later to opowiadanie, które oparte było w dużej części na fabule obu filmów, których tytułów wymieniać nie muszę. To FF to bardzo dziwna przygoda. Raz była nie moja, raz moja. Raz taka, raz inna. Nie czuję się do końca spełniona, bo nie spłodziłam tego zupełnie sama. Ale mimo wszystko, pokochałam tego bloga. Dzięki niemu ogarnęłam umysłem, że nie trzeba kochać jednego paringu. Że nie trzeba trzymać się pewnych szablonów, pisać tak, a nie inaczej. Bo czytelnicy tak chcą.
Były wzloty, był upadki. A ja mimo to wciąż się cieszyłam. Dziś mija dokładnie rok od kiedy pojawił się tu prolog. Prolog, który zwiastował historię w stu procentach opartą na filmie. A potem bywało różnie. Eheh. (Trochę mi się ręce trzęsą, a Kejża na mnie krzyczy).
Właśnie, Kejża. ILE TY SIĘ ZE MNĄ NAPRZECHODZIŁAŚ, CO NIE? Chciałabym Ci oficjalnie bardzo podziękować. Za to, że poprawiłaś poprzednie rozdziały, że byłaś na bieżąco i w ogóle. Sądzę, że gdyby nie Twoja pomoc, to nie byłoby tak fajnie. Jesteś kochanym człowiekiem i sądzę, że nasza współpraca nie zakończy się i na Zamkniętych. :D ALE ZA TE SMS-Y, ASKA, KONFĘ I SNAPA, TO CI ŁEB UKUTASZĘ PO JUTRZE. BĄDŹ PEWNA. (To 198 wiadomości to nawet nie połowa...)

Chciałabym podziękować również każdemu, kto tu był. Od początku, kto dołączył, kto odszedł. Byliście wspaniali, nie baliście się mówić co myślicie. Sami dobrze wiecie, że bez Was nie było by tego bloga. Po co pisać dla kogoś… kogo nie ma? Byliście wytrwali i cierpliwi, a to bardzo mi pomagało! Dodawaliście siły i wiary, kocham Was moooocno, mocno!

Dalsze plany? Na pewno nie pojawi się kontynuacja tego bloga. Jest wiele osób, które pytają mnie o kolejne opowiadania NaruSaku. Nie mogę nic obiecać, nie da się. Nie umiem przewidzieć, co zrodzi się w mojej głowie. Na pewno będą partówki na Koszmarnych Treściach. Już mam kolejne NaruSaku w głowie. Inne już tam widnieje. Ostatnio jednak coś zaczęło chodzić mi po głowie. Kolejna postapokaliptyczna historia NaruSaku, całkowicie moja. ALE, na to naprawdę trzeba będzie poczekać.

A tu pół mojej mordy. Całość innym razem. :D

Wiecie, gdzie mnie jeszcze czytać.

Na facebooku możecie śledzić najświeższe projekty (a troszku tego mam) i inne takie. Jeszcze raz, serdecznie Wam wszystkim dziękuję. Mam łezki w oczach, trochę to boli, trochę mi przykro. Ach, nie ważne.

Wszystkiego dobrego, moje 28. Dziś mija nasz wspólny roczek… Ale mamusia Cię nie zostawia, będziesz w jej serduszku. :V



21 komentarzy:

  1. o jejku, to było dziwne.... niezrozumiałe.... ale zajebiste! :D
    Ciekawe zakończenie, w życiu nie powiedziałabym że tak to rozegrasz.
    wszystko snem i otępiały Naruto.... a teraz jakby deja vu i znowu musi dobrze postąpić.
    Dosłownie płakałam na poprzednim, a to wprawiło mnie w taki dziwny stan, taki którego nie potrafię nawet wyjaśnić :/
    ale uwielbiam Cię i chciałabym dalej czytać jak piszesz. Ta przygoda niestety nie była długa... ale niesamowita.
    Czekam z niecierpliwością na Twoje następne twórczości, na pewno będą równie świetne.
    Dziękuje że tyle czasu poświęcałaś pisząc dla nas:)
    Jesteś naaajlepsza

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku takie wielkie WTF?! Po przeczytaniu po raz drugi tego rozdziału, stwierdziłam, że zrobiłaś dobrze zostawiając nas z takim zakończeniem. Możemy sami wymyśleć dalszy ciąg histori, albo myśleć, że sen Naruto to było ostrzeżenie...czy coś takiego... Szkoda, że to już koniec, bo chętnie przeczytałam bym coś jeszcze twojego autorstwa, ale przecież nic nie może wiecznie trwać. Pozostaje mi tylko powiedzieć, a raczej napisać, że masz/miałaś zajebisty blog.
    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę nie spodziewałam się takiego zakończenia. I jest ono cholernie dobre, bo tak jak Ci mówiłam - cała w środku kipiałam ze złości, gdy Naruto tak po prostu mijał Kurenai, Sakurę, dzieciaki, YAMATO i NIC nie zrobił. Krzyczałam do niego, żeby wrócił za Tenzou, żeby go zatrzymał, żeby powiedział o dzieciakach, a tu dupa. I piekło rozpętało się na nowo, cholerne deja vu....
    Tak jak Ci mówiłam, jak dla mnie Naruto się zabił. Owszem, był silny, ale nie wiem, czy wystarczająco, żeby kolejny raz przez to przejść. Może i mógłby podjąć inne decyzje - nie dołączyć do Akatsuki i inne takie, ale... Jak dla mnie on po prostu nie żyje. :<

    To opowiadanie na samym początku jakoś baaardzo mnie nie wciągnęło. Dopiero później, gdy pokochałam bohaterów i relację Naruto-Sakura, zaangażowałam się w losy naszej piątki i naprawdę się o nich bałam. Tak bardzo bardzo. I przez to, że odczuwałam ten cholerny i strach i nie miałam pojęcia, co dalej zrobisz, co wykombinujesz i co Ci siedzi w tej wspaniałej główce, to opowiadanie było takie dobre. Idealne - znalazł się czas na miłość, ale nie za dużo! Bo szczerze nie wyobrażam sobie, żeby Naruto i Sakura w sytuacji zagrożenia życia mieli multum czasu na migdalenie się. Idealnie to wyważyłaś. Dałaś nam namiastkę, pozostawiając niedosyt. Cudownie. :3

    Dzięki za to opowiadanie, Majucha. Za to, że mogłam się bać, śmiać, uciekać razem z nimi i uspokajać wtedy, co oni. Za te wszystkie emocje (te związane z czekaniem na rozdział -> epilog, epilog, epilog... też xD). Za to, że to dla nas stworzyłaś. Jesteś wielka!

    28 weeks later na zawsze w naszych serduszkach. [*]

    OdpowiedzUsuń
  4. Nienawidzę Cię, Majka, tak bardzo! Zresztą już Ci to mówiłam. XDDDDDdd
    A jednak z drugiej strony Cię uwielbiam, za NaruSaku, za tę historię, za emocje, za Naruto hemofoba, za upartą Sakurę, za zgrane rodzeństwo, za szablon, za muzykę, za styl, za wszystko. Stara, jesteś tak niesamowicie utalentowana, że to trudno ogarnąć i jednocześnie można pozazdrościć takiego talentu.

    Ejjj, prawie się popłaczę zaraz... Zwłaszcza, że tym epilogiem zrobiłaś mi kompletną sieczkę z mózgu. Ja zaczęłam go czytać to takie; WAT, o co tu chodzi?
    Jak widać, wszystko okazało się być snem, koszmarem... Może taką... zapowiedzią apokalipsy. Chociaż przyznam, że śmiesznie to brzmi, że Naruciak ma prorocze sny. XD
    Mimo wszystko, będę tęsknić za 28... Już cholera tęsknię.
    Wiem, że mam do nadrobienia jeszcze Zamknięte, ale leniwa się ostatnio zrobiłam, a Ty lecisz z tymi rozdziałami, jak rakieta. xd

    Meeeeh, to już jest koniec, nie ma już nic! :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuźwa, otwarte zakończenie XDD

    Też uważam, że Naruto umarł. Ale nie będę dochodzić prawdy. Przyjmę ten stan niewiedzy, bo wiem, jak to jest, kiedy czytelnicy cię o to wypytują...

    (Kto do niej przyszedł? Sasuke czy Akihito? A może Temari? Powiedz! --- ile ja takich wiadomości dostałam? Nie liczę >.<)

    No i nie wiem co napisać. Przyjęłaś bardzo fajną formę zakończenia. Na początku miałam mind fucka i się śmieszkałam z tego, że to wszystko było snem. Potem się wciągnęłam i kminiłam "to jak to się teraz skończy?". A na koniec przyjęłam obojętność xd

    W sumie nie zdążyłam się związać emocjonalnie z tym blogiem, co jest trochę smutne :( Ale powiem ci, że odwaliłaś kawał dobrej roboty, Mayako! Gratuluję! Mimo wzorowania się na filmach (i tego felernego ostatniego rozdziału), uważam, że spisałaś się na medal :)

    Więc papa, 28 weeks later...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś świetna w robieniu swoich czytelników w chujaszka ^__^ już myślałam, że mój kochany blondynek żyje i będzie żył i będzie z Sakurką i będzie cudownie cudowne zakończenie historii, aleeee nie.Oczywiście nie. Zakończenie niby otwarte, ale ja nie chce do siebie doprowadzać myśli, że zginął więc blondyn ma się dobrze i już!
    :< Gratuluję supi bloga i ja osobiście czekam na Twoje NS :"> Bo jak kiedyś hardo szipowałam ten paring, to teraz ciśnienie nieco mi zeszło... ALE czytając Twoje NS to znowu mi wraca na nich fazka :">
    Buzia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurwa Jebana rasaa xd musiałaś go spalić xd. Załamka 😧 zjebałaś zakończenie. Moje narusaku 😩. Z niecierpliwością czekam na jednopartówki oczywiście narusaku Baj :3 PS zarąbiście piszesz

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezussss maryyyjaaa. ;-;
    Coś Ty zrobiła. XD
    Racja, po co dojebać nam raz skoro można dwa? Spodziewałam się różnych rzeczy. Zakończenia jak w 28. Jakiegoś snu, gdzie Naruto i Sakura leżą na łączce. Shiro i Tanja, starzy na spotkaniu rodzinnym i atak zombiaków. Albo sam Shiro w jakiejś izolatce
    Ale nie czegoś takiego.xD Zniszczyłaś mnie, serio. :)
    Dziękuję za tego bloga, bo był epicki.

    Czekam na zamknięte i usidloną i rzecz jasna na Partowki. :) a tego bloga na pewno nie zapomne. XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Nadrobiłam wszystkie zaległe rozdziały i teraz ten epilog...
    Chyba nie jestem w stanie napisać nic sensownego :( To było... CHOLERNIE dobre albo jeszcze lepsze. Powiedziałabym, że wręcz niesamowite.
    Szczerze wierzyłam, miałam nadzieję (lub byłam naiwna), że uda im się dotrzeć do stadionu, całej czwórce, bez żadnych zbędnych kontuzji, a przede wszystkim bez trupów. Pękło mi serce, kiedy wsiadali do samochodu, a Naruto postanowił zostać i rzucił coś, że spotkają się przy stadionie. Tak bardzo chciałam w to wierzyć, że jakimś cudem uda mu się przeżyć, że wyjdą z tego wszystkiego razem, aż nie mogłam czytać, jak jego ciało pochłania ogień. To oczywiście okazało się pierwszym bolesnym ciosem, później było już tylko gorzej, kiedy zginęła również Sakura ;_; A moment, gdy córka zabiła strzałem z karabinu swojego własnego ojca, który stanowił ogromne niebezpieczeństwo dla ukochanego braciszka i ogólnie ludzkości, też nie okazał się łatwym do strawienia. Miałam łzy w oczach, gdy to czytałam, dosłownie. ;_; Wydaje mi się, mimo wszystko, że gdyby nie troska, opiekuńczość i to, że zostali dla siebie sami w tak katastroficznej sytuacji zdecydowanie pomogło im dojść tak daleko, jednej osobie, bez żadnego wsparcia raczej by się to nie udało. Osobiście wolałabym sobie strzelić kulkę w łeb niż przeżywać samej coś takiego.
    Te rozpaczliwe sceny uczucia Naruto i Sakury wcześniej były pewnego rodzaju wytchnieniem. Wtedy byłam wręcz pewna, że niedługo usiądą razem na kanapie i włączą telewizję bądź będą robić dużo ciekawsze na niej rzeczy. :(
    Genialnie opisałaś to wszystko, naprawdę genialnie. Czułam się, jakbym oglądała jakiś film, co dostał 10 gwiazdek na Filmwebie i zgarnął wszystkie tytuły, jakie może zgarnąć zajebisty film. <3 Brawa za to i owacje na stojąco, dosłownie! Aż chyba zaznajomię się z 28 w wersji movie, ale coś czuję, że nie będzie to tak dobre jak twoje opowiadanie.
    No i kolejny strzał w moje serce! Okazało się, że to był sen - pewnego rodzaju ulga, że to nie działo się naprawdę, tylko w wyobraźni Uzumakiego, ale też obawa. No i w końcu ten alarm czerwony... Z chęcią przeczytałabym, co będzie dalej no :/ ;___; A tak to mogę tylko wierzyć, że zakończyło się to inaczej niż w jego poprzednim śnie. W mojej wyobraźni tak to się kończy, Naruto nie umiera, dziękuję xd
    Naprawdę jestem w ciężkim szoku, oszołomiona, nie potrafię teraz o niczym innym myśleć, no i nie wiem za bardzo co mam ze sobą zrobić, czyli czuję się po prostu jak po skończeniu świetnej książki :( Pustka, pustka, jeszcze raz pustka.
    Wiem, że 28 zapamiętam już chyba na zawsze i prawdopodobnie jeszcze parę razy tu wrócę, do niektórych rozdziałów, momentów, które najbardziej mnie urzekły. Odwaliłaś kawał zajebiście dobrej roboty, Maya, bądź z siebie dumna!
    W ogóle nie żałuję, że postanowiłam kiedyś zacząć czytać to opowiadanie. Spędziło mi sen z powiek, wiele razy złamało serce i bawiło się moimi uczuciami jak szalone.
    Idę teraz żyć dalej, muszę jeszcze nadrobić zaległości na Zamkniętych, dobrze, że ten blog na razie się nie kończy
    Jedno wielkie serducho! <3
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dodatku komentarz dodał się o 15:15! To coś znaczy! :3

      Usuń
  10. Właśnie nadrobiłem całego bloga. Nie umiem pisać dobrych komentarzy, więc po prostu krótko powiem co o nim myślę. Z początku twierdziłem, że to będzie jeden z tych pomysłów, które mają swój początek i nie zostają zakończone. Ale wytrwałaś do końca, wiec jak zobaczyłem epilog, to od razu chętniej do tego podszedłem.
    Opowiadanie było wspaniałe, Pani Mayako. Podobało mi się to, że pomimo wątku miłosnego, nie rozciągałaś się nad nim i skupiłaś na ciekawszej fabule. Blog miał fajną tematykę i naprawdę uważam go za jeden z najlepszych w blogosferze. Fajnie było przeczytać coś innego.
    I odnosząc się do komentarzy spod poprzedniego rozdziału... Może i faktycznie nie był to Twój pomysł i w większej części skupiłaś się na szkielecie filmowej fabuły, jednakże i tak jest co podziwiać. Mało kto w Twoim wieku i jako amator (tu nie chodzi o obrazę, a raczej o stwierdzenie faktu i przytoczenie Twoich własnych słów, bo piszesz jak na razie hobbystycznie, ale sądzę, że jesteś w stanie coś osiągnąć) potrafiłby przełożyć film na tekst fabularny.
    Także ode mnie wielki plus, naprawdę.
    Pozdrawiam serdecznie,
    M.J.

    OdpowiedzUsuń
  11. Majka! Mam naprawdę mieszane uczucia. Z jednej strony mam ochotę cię zabić, a z drugiej wiem, że nie mogę tego zrobić bo zaraz zmienisz lotnisku na którym będziesz za tydzień lądować :D
    Przyznaję się bez bicia, że nieco sobie zjebałam oglądając ten film w połowie czytania tego bloga. I CZEMU MNIE NIE UPRZEDZILAS, CO?! TAK MOGLAM JESZCZE POZYC TROCHE W NIESWIADOMOSCI, A TAK TO PO PRZECZYTANIU STADIONU MYSLALAM ZE POPADNE W DEPRESJE !! .______.
    Po tym jak zwinnie zmienilas przebieg wydarzeń myślałam, a nawet byłam święcie przekonana, że tego nie zrobisz, a tu taki psikus.
    Ale powiem ci, że jestem zaskoczona epilogiem nawet pozytywnie :) Niespodziewałam się zupełnie tego. Moja reakcja gdy przeczytałam jak Naruto się budzi była: ŻARTUJESZ SOBIE ?! Czekalam na moment w ktorym Kakashi mu mowi ze znalezli go polprzytomnego i ledwo zywego, ale nie.... on snil. Naruto wszystko sobie to wysnil.
    I moim zdaniem Naruto zyje, zabierze ich stamtad nim pieklo sie rozpeta, rozegra to w inny sposob niz za pierwszym razem. Wierze w niego :) W koncu w swoim snie chcial zyc, chcial zyc z Sakura i tymi dzieciakami :)
    Majka powiem ci, ze mnie zaczarowalas tym opowiadaniem *___* Tak wiem, ze w wiekszosci sa to sceny z filmu, ale moim zdaniem opisalas je idealnie! Plus wszystkie swoje wymyslone sceny, genialnie komponowaly sie z opowiadaniem! :)
    Szkoda mi, ze to juz koniec, ale wszystko musi sie skonczyc kiedys :)
    Nie mowie ci zegnaj, bo to nie jest nasze pozegnanie :)
    Fajna mialam przygode z tym blogiem :)
    Narazie Majka! :)
    papa 28.... :)

    ~Miku

    OdpowiedzUsuń
  12. Jezusieńku, brak mi słów!
    Przeczytałam całego bloga przez jedną noc, choć tak naprawdę nie jestem zwolenniczką NS i... I ich pokochałam! Tematyka zombie? Nie wierzyłam, że można w takim świecie osadzić bohaterów Naruto! Długo nie zapomnę tego opowiadania, tych dzieciaków, Yatamo, Kurenai... Śmierci Sasuke, niepewności Kakashiego, oddania Gaary. I tego sukinsyna Shimury. Nawet teraz gdy to pisze, mam cholerne dreszcze. Płakałam przy Twoim opowiadaniu choć myślałam, że to nie będzie możliwe.
    Ta końcówka ostatniego rozdziału, to jak Naruto umarł, jak Sakura została zamordowana. W życiu nie spodziewałabym się takiego epilogu, naprawdę!

    Kocham to opowiadanie, wrócę do niego nie raz. Pozdrawiam i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze stworzysz coś podobnego! Życzę Ci multum weny!

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurwia.
    Naruto zginął i nic tego nie zmieni.
    Opowiadanie zakończyło się dramatycznie. W sumie już od jakiegoś czasu domyślałam się, że oni zginął.
    I szczerze ci powiem, ze akurat epilog do gustu mi nie przypadł, bo w sumie nie jest to wyjaśnione zakończenie XD Mam taki fetysz, że wszystko musi być czarno na białym i już. Dlatego jako epilog traktuje ostatni rozdział i wtedy jest już git.

    Gaara <3

    OdpowiedzUsuń
  14. //brawa na stojąco// [komentarz będzie beznadzieją, bo pisany o później godzinie :v]
    Mayako! To wszystko co wytworzyłaś w połączeniu z tymi filmami i tą parą to takie czudo (pomimo tego, że była KibaHina :'v). Takie twoje osobiste czudo przy którym pękałam ze śmiechu i miałam łzy w oczach <3
    ściskam i Ciebię, i Kejdżę!,
    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wtf, komentarz mi skróciło XD
      oł, oł, oooł - it's medżik!
      dobra, no to wciśnijmy to jakoś XD:
      relacja Kakashiego i Naruto była tak super, że nie wiem - zazdroszczę ci pomysłu na nich :D
      NARUSAKU! <3
      Nawet Sasori się pojawił ~(》•^•《)~
      (to w sumie tyle, bo pękam - idę spaaaaciu XD :v)

      Usuń
    2. *Kejżę

      Dziękuję! ;)

      Usuń
  15. Jenyyyy XD dopiero teraz zebrałam się na skomentowanie, tak trochę z zapłonem u mnie nie za bardzo, ale jednak zostawię tutaj po sobie ślad, więc chyba jest OK! xD
    Kocham cię i nienawidzę :)
    Uwielbiałam te wszystkie momenty NaruSaku, kiedy Naruto tak bardzo chciał dbać o Sakurę; gotów był poświęcić dla niej życie, byle móc ją zobaczyć i po raz ostatni ochronić. Moje serduszko rozpalało się i przyspieszało, przyspieszało mniej więcej od pierwszego rozdziału, a kiedy dotarłam do rozdziału dziesiątego i potem epilogu po prostu wypadło i złamało się na pół :(
    Płakałam, płakałam, płakałam... No, żeby on jeszcze został zaciupany przez zarażonych, ale żeby ludzie go zabili, a właściwie spalili, bo chciał uratować kogoś kto może ocalić ludzi i kogoś kogo najprawdopodobniej kochał, nie najprawdopodobniej, ale z całą pewnością - ten moment o postanowieniu oświadczenia się Haruno awww *_*
    W sumie cieszę się, że na koniec nie dodałaś jakiegoś ckliwego pożegnania Sakury i Naruto, bo chyba poszłabym i pocięła się xD Ale i tak było to smutne, w końcu ona dobrze wiedziała, co się dzieje. Sama zginęła, równie brutalną śmiercią.
    Moim zdaniem Naruto umarł, jednak ciekawi mnie, co by zrobił, gdyby wiedział, że te same działania, co wcześniej znów zabiją i go, i ludzi Yahiko, i Sakurę, a nawet MADARĘ! XD
    Ciekawe, wzruszające. Pokazałaś, że apokalipsa to nie są przelewki i nie ma co liczyć na happy end w świecie, gdzie ludzie walczą o przetrwanie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Epicki blog, bez dwóch zdań.
    Nie robi mi różnicy to, czy był na podstawie czegoś czy nie. Żeby napisać coś na podstawie w filmu w taki sposób, też trzeba mieć umiejętności.
    Historia Uzumakiego, który musiał przez to przejść, wraz z dwójką tych dzieciaków, była naprawdę ciężka. Jego poświęcenie, tak jak i to Sakury czy Sasuke, to coś, co zapamiętam na długo. Ścierwo Danzou, który kazał ich wszystkich wykończyć, Akatsuki, które okazało się być tak naprawdę ich wrogiem... To wszystko było naprawdę dynamiczne, wstrząsające, momentami wzruszające. Czułem dreszcze przy każdym rozdziale, przy każdym opisie zarażonego, przy każdej śmierci, do tego świetnie dobrana muzyka.
    Pozdrawiam Cię, Mayako. Czytałem, że planujesz kolejne postapokaliptyczne przedstawienie, więc spodziewaj się mnie tak.
    Pozdrawiam, Kamil. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapraszam tych którym brakuje historii naszego duo na
    http://lovesimply.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. O Boże... Nie mogę się pozbierać po tym opowiadaniu. Dosłownie. Skończyłam je w nocy i nie mogłam zasnąć. Cały czas o nim myślę to jest cudowne uczucie. Twoje opowiadanie zamieniło się w moim mózgu. Pomocy! Chcę wiecej takich opowiadań o poświęceniu i tak delikatnie, zarazem romantycznie, subtelnie rozwijającą się miłością. Ach... I ta akcja. Dopiero skończyłam, a już chciałabym przeczytać bloga ponownie. Może po myślisz o dodaniu go na wattpada? Oczywiście znalazłam Cię tam. Ach... Wciąż się zachwycam.

    OdpowiedzUsuń