4 wrz 2014

II. Nowy dom

— Proszę iść tędy — nakazał młody, umundurowany chłopak, który wyprowadził wszystkich pasażerów na dosyć sporą halę. Znajdowało się w niej minimum piętnaście stanowisk badawczych, które czekały właśnie na tych ludzi. Nie byli zaskoczeni. Obowiązkiem jednostki wojskowej, przyjmującej czekających na powrót do domu, było poinformowanie o wszelkich procedurach, jakie na nich czekały. — Będą państwo wywoływani nazwiskami do kolejnych stanowisk, tam przejdziecie szczegółowe badania — dodał, stając naprzeciwko zebranych, a jego wzrok pognał w kierunku przestraszonej buzi chłopca. — To nie boli — posłał mu sympatyczny uśmiech.
— Pff. — Malec prychnął, zakładając ramiona na piersi, gdy żołnierz się od nich oddalił. — Tak jakbym się jeszcze miał czegoś bać.
— Shiro, zadrżałeś na widok tych wielkich, białych foteli — zaśmiała się dziewczyna, stojąca z nim ramię w ramię. — Myślisz, że wywołają mnie z tobą ze względu na Twoją niepełnoletność?
— Sądzę, że tak... — westchnął, zsuwając z ramion wypchany, pękaty plecak. — Idziemy usiąść? Bóg wie ile będziemy czekać, nie chcę tu stać do rana…
Blondynka skinęła do niego zgodnie głową, chwyciła torbę i ruszyła za swoim młodszym bratem w kierunku plastikowych krzesełek.
Wszystko było dla nich nowe, nieznane i w jakiś sposób niepokojące. Zdani byli na siebie od kiedy jakikolwiek kontakt z rodzicami się urwał. Tanja musiała w chwilę wydorośleć, by móc zająć się swoim młodszym bratem. Nie wyobrażała sobie stracić w tym wszystkim też jego. Dlatego nie odstępowała go na krok. Mimo, że to go czasem mocno irytowało, rozumiał jej obawy. Sam nie chciał jej stracić. Nic gorszego już nie mogłoby się stać...

***

— Majorze... — Cichy szept, wiecznie wystraszonej pielęgniarki, sprawił, że skupienie i obserwacja zielonookiej kobiety prysły jak bańka. Zwróciła głowę w stronę, z której dotarł do niej głos sanitariuszki. Różowe włosy zsypały się z ramion na plecy, a puste spojrzenie nabrało wyrazu, gdy ich wzrok się spotkał. — Mam już karty tej dwójki. Komu ich przypisać do badania?
— Mi — odparła krótko. Widząc jednak, że jej twardy ton sprawił, iż młoda dziewczyna zadrżała, uśmiechnęła się do niej na tyle ciepło, na ile pozwalał nastrój i odebrała papiery. — Wiesz, że to zupełnie inny przypadek, niż dotychczas. Bądź w pogotowiu, jednak biorę ich na siebie, by móc potem mieć podstawy do konfrontacji z generałem Shimurą — rzuciła, spoglądając ponownie na młode rodzeństwo, które widocznie było już zmęczone i znudzone wyczekiwaniem na swoją kolej.
Wielki zegar zamieszczony na gmachu poczekalni wybił szóstą rano. Ponad dwanaście godzin wykonywania badań, stawało się mantrą. Mimo wszystko Haruno czekała na tę dwójkę do samego końca, co napawało ją nowymi siłami.
— Zupełnie zapomniałam — westchnęła pielęgniarka — mam nadzieję, że nie będzie przez to żadnych problemów.
— Ja również. — Zamknęła powieki. Po chwili wypuściła z siebie głośno powietrze i z powrotem otworzyła oczy. Skinęła sanitariuszce, by ta wróciła do swoich zajęć i skupiła się na dokumentacji młodzików. Przewertowała oczyma dokładnie każdą linijkę zamieszczonego tam tekstu, by móc się trochę uspokoić. Odłożyła w końcu obie karty na stolik, klepnęła dłońmi o uda i podniosła się z krzesełka. Przeciągnęła się i powtórzyła w myślach, że będzie dobrze, po czym dała kilka kroków przed siebie. — Shiro i Tanja Tenzou?
Jasne, niebieskie oczy młodej dziewczyny poderwały się znad książki i utkwiły w zaniepokojonej minie wypowiadającej ich imiona. Sakura obserwowała chłopca, który kiwał głową w rytm muzyki, napływającej do jego uszu ze słuchawek. Oboje mieli podkrążone oczy i czekali, aż w końcu będą mogli udać się do nowego mieszkania i odpocząć.
— To my! — Tanja odłożyła książkę na walizkę i wbiła łokieć w żebra brata.
— Auuu! — zawył i popatrzył na dziewczynę z wyrzutem. Wyciągnął słuchawki i zaczął masować obolałe miejsce. — Za co to?!
— Zapraszam — rzuciła Haruno, po czym odwróciła się na pięcie i skierowała do jednego ze stanowisk.
— Musiałaś tak mocno? — bąknął blondynek, po czym wziął do rąk plecak i torbę. Siostra rzuciła mu karcące spojrzenie i popchnęła go brzuchem w kierunku zielonookiej, ciągnąc za sobą dwie walizki.
— Ile masz lat? — mruknęła różowowłosa spoglądając na dziewczynę, gdy rodzeństwo stało już przy niej, gotowe do badań.
— Dziewiętnaście — odparła błyskawicznie, czując przed kobietą dziwny respekt.
— Umm... — cmoknęła kobieta. — Agnes!
— Tak, majorze? — Do przedziału, osłoniętego zgniłozielonymi zasłonami wpadła ta sama pielęgniarka, która przyniosła jej wcześniej papiery. Uśmiechnęła się do dzieciaków i po chwili ponownie z powagą obserwowała swoją przełożoną.
— Odsłoń kotarę — wskazała długopisem na jedną ze szmacianych ścian. Sanitariuszka podeszła do niej i przeciągnęła ją do końca metalowej rurki, ukazując tym samym drugie, puste stanowisko. — Weź dziewczynę. Oszczędzimy im dodatkowego czekania na siebie. — Mrugnęła okiem do Shiro.
W odpowiedzi ukazał jej się rządek białych zębów chłopca, który poczuł bijącą od kobiety sympatię. Gdy wskazała dłonią na krzesło przed jej biurkiem, migiem na nim spoczął i czekał na kolejne instrukcje, w czasie gdy Sakura coś notowała. Odłożyła w końcu długopis, usiadła wygodnie i przeciągnęła z prawego końca biurka niewielkie urządzenie, które umieściła między nim a sobą.
— Oprzyj tu brodę i przysuń oczy do tych dwóch wizjerów, dobrze? — wymamrotała, ustawiając wysokość podpórki, na której miał oprzeć szczękę. — Muszę zbadać Twoje oczy. Nie ruszaj się.
Bez słowa wykonał to, o co poprosiła i zastygł w bezruchu. Różowowłosa zerknęła przez ciemne, specjalne szkła, umieszczone po jej stronie i zaczęła dokładnie przyglądać się gałkom chłopca.
— Już możesz się odsunąć. Zielona i brązowa... — szepnęła mrużąc powieki. Odstawiła z powrotem maszynę i ponownie złapała w dłoń długopis. — Ciekawa anomalia tęczówek. Zwykle jest dziedziczona — uśmiechnęła się pod nosem — któreś z rodziców taką ma?
— Moja mama... — szepnął. Sakura od razu wyczuła zmianę nastroju dziecka i żałowała, że nie ugryzła się w język. Podniosła na niego niespokojne spojrzenie. — Taką... Miała.
Próbowała rozmawiać z nim jak najluźniej mogła, wiedząc, że dla takiego dziecka cała ta sytuacja jest bardzo ciężka, aż tu nagle doznała wrażenia, że chciałaby zapaść się pod ziemię. Złapała za czubek nosa, by uspokoić oddech i zmarszczyła brwi. Dopiero po chwili odsunęła od twarzy dłoń i zamrugała kilka razy. Wyprostowała się i wzięła za inne badania.
— Ile masz lat, Shiro? — spytała po długim milczeniu.
— Dwanaście — odpowiedział, kręcąc młynka kciukami.
— No więc jesteś najmłodszą osobą w tym kraju — wymusiła uśmiech, który nie wyglądał na mocno zbolały. — Ciśnienie twojej krwi jest w normie, nie stwierdziłam też żadnych poważnych chorób czy infekcji... Możesz wejść — westchnęła, stawiając ostatnią kropkę w notatkach. — Witaj ponownie w Wielkiej Brytani.

***

— Shiro, rusz się! — Tanja ponaglała go, gdy pędzili na pociąg. Miał przetransportować ich do wspominanego dystryktu pierwszego i tylko to się teraz dla nich liczyło. Dzieciak wskoczył po metalowych stopniach do pierwszego, długiego przedziału i potknął się, gdy siostra wrzuciła zaraz za nim walizkę. Blondas poleciał do przodu. Nieuniknionym było rozbicie szczęki, jednak jakiś mężczyzna w ostatnim momencie chwycił go za ramię i ustawił do pionu.
— D-dziękuję panu... — wymamrotał poprawiając plecak siostry, zawieszony na brzuchu. Spojrzał na wybawcę, który uśmiechał się do niego wesoło. Miał niedługie, kasztanowe włosy, czarne paciorkowate oczy a trójki w jego uzębieniu, które zazwyczaj u ludzi wyglądają jak kły, były nieco dłuższe niż u wszystkich.
— Nie ma sprawy dzieciaku! — zaśmiał się głośno i poklepał go po głowie. — Każdemu się zdarza.
— Tobie szczególnie często — odezwał się cicho chłopak, siedzący zaraz obok szatyna. Miał na nosie okulary przeciwsłoneczne a usta krył w kołnierzu bluzy.
— Zamknij się! — warknął ten pierwszy. Założył ramiona na piersi i skierował obrażony wzrok przed siebie, co młodsze rodzeństwo, które usiadło równolegle z nim, mocno rozbawiło.
— Kiba, Shino... Uspokójcie się. — Cichy ton fioletowowłosej dziewczyny, siedzącej między nimi sprawił, że niebezpiecznie uzębiony chłopak się rozluźnił. Wagon zadrżał a pociąg zaczął powoli się toczyć.
— Hinata... — mruknął i uśmiechnął się. Chwycił delikatnie za jej podbródek i pocałował ją czule.
Shiro na ten widok poczerwieniał i migiem odwrócił wzrok. Jego siostra siedząca obok zaśmiała się z reakcji blondynka. Poprawiła bluzkę, zsunęła się niżej i oparła głowę o ramię brata, który również przyjął wygodną pozycję. W tym czasie obok maszynisty pojawiła się wysoka, szczupła blondynka. Miała rozpiętą wojskową kurtkę, włosy spięte w koński ogon, a jej wielkie, błękitne oczy połyskiwały radością.
— Witam was, nazywam się Ino Yamanaka i opowiem wam co nieco o waszym nowym domu. — Przekrzywiła na bok głowę i posłała wszystkim przyjazny uśmiech. Oparła się o szklaną ścianę, za którą schował się kierujący pociągiem, nabrała do płuc powietrza i przeleciała wzrokiem po puli pasażerów. — Jak pewnie się domyślacie, kierujemy się do strefy bezpieczeństwa. Jest to odizolowany i silnie strzeżony obszar miasta o nazwie "Dystrykt Pierwszy". Znajduje się on na terenie portu, ze względu na ułatwienie transportu wszelkich środków potrzebnych dla normalnego funkcjonowania na wyspie. — W czasie gdy dziewczyna prowadziła swój monolog, wszyscy wyglądali za okna, gdy wskazywała dane punkty. Uwagę pasażerów przyciągali ludzie, ubrani w białe kombinezony. Nosili dziwne sprzęty i wynosili z domów worki z różnymi oznakowaniami. Nie trudno było spostrzec, że w niektórych znajdowały się ciała. — Chociaż obszar ten jest całkowicie bezpieczny, to dalsze terytoria Londynu już takie nie są. Do uprzątnięcia pozostała jeszcze olbrzymia liczba zwłok, które leżą tu od czasu epidemii. Szczury, psy i inne zwierzęta mogą być nosicielami chorób.
Część pasażerów wymieniła zdenerwowane, wręcz przestraszone spojrzenia. Tanja zacisnęła dłoń na ramieniu Shiro w momencie, gdy poczuła niepokój.
— Nowi mieszkańcy — kontynuowała Ino — muszą pamiętać, że dla ich własnego bezpieczeństwa, całkowicie zabronione jest przekraczanie rzeki i opuszczanie bezpiecznej strefy. — Jej mina spoważniała. Widać było, że mimo jej żartobliwego usposobienia, każdy musiał brać te informacje do siebie. — Dołączycie do piętnastu tysięcy cywili, którzy mieszkają w dystrykcie. — Popatrzyła na pasażerów spod brwi. Po chwili jednak poderwała do góry głowę a na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech. Popatrzyła za okna, tak jak wszyscy, których uwagę ściągnęli uzbrojeni, umundurowani ludzie. Czołgi, helikoptery, masywne, opancerzone sprzęty. — W miarę zbliżania się do strefy, zwiększać się będzie ilość wojska. Armia Stanów Zjednoczonych zadba o wasze bezpieczeństwo.
Wszystko zniknęło, a w wagonie zapanował mrok. Wjechali do tunelu, który znajdował się na granicy bezpiecznej strefy. Ciemność jednak bardzo szybko uciekła, a jej miejsce zastąpiło słoneczne światło. Oczom wszystkich ukazało się czyste, uporządkowane miasto. Nigdzie nie było śladów po epidemii, walce czy innej, gorszej przeszłości. Tylko multum wojskowych.
— Zrobimy wszystko co w naszej mocy, by aklimatyzacja przebiegła prawidłowo i bezproblemowo — mruknęła niebieskooka, spoglądając na starsze małżeństwo. — Wierzymy jednak, że atrakcje miło was zaskoczą. Jest tam ciepła i zimna woda, elektryczność, ogrzewanie. Dostęp do telewizji satelitarnej, internetu. Posiadamy centrum medyczne, supermarket a nawet pub — zaśmiała się na widok ucieszonego Kiby, który klasnął w dłonie.
— Prawie jak w domu — bąknął Shino, gdy szatyn zaczął go szarpać za bluzę i wykrzykiwać, że muszą iść na piwo.
Pociąg toczył się jeszcze chwilę, gdy Tanja beznamiętnie spoglądała na szybę. Gdy wszyscy zaczęli się podnosić, poszła w ich ślady. Maszyna wjechała na peron, na którym stało już wiele osób czekających na swoje rodziny. Jej wzrok badał mijane osoby i dopiero w momencie, gdy jej młodszy brat uderzył dłońmi o szybę i przykleił do niej nos, spojrzenie objęło sylwetkę tak bardzo wytęsknionej osoby.
— Tata! — krzyknął Shiro, bijąc w szkło piąstką. Popatrzył na siostrę, ale na jej twarzy nie przejawiała się radość. Jej niepokój wzrósł. — Tanja?
— Trochę się martwię — szepnęła i przeciągnęła dłonią swoje długie, jasne fale na prawe ramię.
— Ja też... — Spuścił wzrok. — Ale damy sobie radę, prawda? — Przytulił się do jej brzucha. Pogłaskała go po głowie i zamknęła oczy.
Pociąg zatrzymał się nie tak gwałtownie, jak się spodziewali. Ludzie zaczęli powoli wylewać się z wagonu. Rodzeństwo wyszło z niego ostatnie. Szatyn, który uchronił młodego Tenzou przed upadkiem — skinął do niego głową, a jego fioletowowłosa dziewczyna pomachała im, posyłając ciepły uśmiech. Dzieci odwzajemniły gest i zaczęły rozglądać się po wszystkich ludziach. Każdy każdego witał, przytulał, całował. Niektórzy płakali ze szczęścia. Shiro kręcił energicznie głową w poszukiwaniu ich punktu zaczepienia. Gdy w końcu go spostrzegł, chwycił Tanję za przegub i pociągnął za sobą. Ojciec chwilę po tym, jak ich zlokalizował, zaczął przeciskać się przez tłum, nie zważając na uprzejmość. Wpadli na siebie i zamknęli się w silnym uścisku, którego nikt nie mógł rozerwać. Shiro zaczął głośno łkać, gdy ojciec przeczesywał jego włosy dłonią i badał wzrokiem buzię. Dzieciaki nie spodziewały się takiego obrotu zdarzeń, przecież miały pewnego rodzaju żal do ojca…
— Wszystko w porządku?! — krzyknął mężczyzna, gdy jego oczy napełniły się łzami. — Nic wam nie jest? Boże... Boże, myślałem, że już nigdy was nie zobaczę! — Złapał w ramiona Tanję i mocno do siebie przytulił.
— Jesteśmy tato... — szepnęła, zaciskając powieki. — Jesteśmy…
— Cali i zdrowi — dodał Shiro.

***

— Jestem dowódcą służb medycznych! — Głos Haruno rozpłynął się po ciemnym pomieszczeniu. Znajdowała się tam jedna, całkowicie oszklona ściana z widokiem na kolosalne laboratorium. Krzyk dziewczyny uciszył zebranych w gabinecie ludzi, łącznie z generałem Shimurą, który starał się przyjąć jej zdenerwowanie ze stoickim spokojem. — Nikt mi nie powiedział, że przylecą dzieci.
— Słyszę to już drugi raz majorze i ponownie nie wiem, w czym tak naprawdę leży problem — odparł Danzou.
— Nie ustaliliśmy zasad postępowania wobec nieletnich. — Sakura próbowała uspokoić oddech. — Pozostały kwestie dotyczące chorób i warunków sanitarnych. Poza tym nie znamy jeszcze wszystkich właściwości wirusa. Tylko nam się wydaje, że wiemy o nim wszystko!
— Ustaliliśmy przecież — westchnął generał — że nie może się przenosić na inne gatunki.
— Zgadza się — bąknęła zielonooka, opadając na fotel.
— Nie przenosi się też drogą powietrzną. — Podniósł się i podszedł do okna. Splótł dłonie na nerkach i obserwował pracujących chemików. — Ostatni zarażony zmarł pół roku temu.
— My pojawiliśmy się tu pół roku temu — skwitowała, nie ukrywając swojego zdenerwowania.
— Majorze, czego się pani obawia? — Odwrócił się i wbił w nią spojrzenie, które sprawiło, że przeszedł po niej nieprzyjemny dreszcz.
— Co, jeśli wróci? — szepnęła, zamykając powieki.
— Nie wróci — mruknął twardo Shimura.
— A jeśli?! — Poderwała głowę i przygryzła ze zdenerwowaniem dolną wargę.
— Wtedy go zniszczymy. — Na te słowa zielone tęczówki skryły się pod źrenicami.
— Generale... — wydała z siebie na niespokojnym wydechu.
Kod czerwony, majorze.

***

— Chodźcie dzieciaki! — krzyknął szatyn, ponaglając potomstwo. Ciągnął za sobą ich walizki i pokazywał wszystkie budynki, jakie mijali. Nie był w stanie powstrzymywać swojej radości, spowodowanej ich obecnością, a emocje aż w nim kipiały. — Shiro, jak ci się tu podoba?
— Jest całkiem spoko, tato — rzucił, gdy jego głowa obracała się dookoła. — Fajnie tu.
— Spójrz tam — mężczyzna skinął głową na monumentalnie wysoki, oszklony blok — budynek ma czterdzieści pięć pięter. Mamy apartament na samej górze.
— Czy ty mówisz poważnie? — Tanja stanęła w miejscu i popatrzyła ze zdumieniem na ojca, który zwrócił się w jej kierunku i kiwnął zgodnie głową. — Co tu robiłeś, przez cały ten czas? — kontynuowała, doganiając obojga.
— Co robiłem? — mruknął, idąc przed siebie z dosyć dumną miną. — Jestem zarządcą. Dbam o prąd, bieżącą wodę i ogrzewanie. — Włożył do kieszeni rękę i zaczął czegoś szukać. Po chwili wyciągnął i machnął im przed oczami plastikowym prostokątem, na którym widniało jego zdjęcie oraz Yamato Tenzou zapisane wytłuszczonym drukiem. — Przepustka trzeciego stopnia. Nieograniczony dostęp do wszystkiego. Można powiedzieć, że jestem tu szefem.
— Chyba cieciem... — prychnęła dziewczyna, która razem ze śmiejącym się z jej spostrzeżenia, młodszym bratem weszli do komory obracających się, automatycznych, posiadających cztery skrzydła drzwi.
Zatrzymały się one, a młodziki uderzyli twarzami w szkło. Rozmasowując nosy spojrzeli na ojca, który stał przed wejściem i wciskał guzik blokujący wejścia. Alarm rozwył się głośno, a jego mina wskazywała wyższość nad nimi.
Umieścił kartę w czytniku, dzięki czemu syrena ucichła, a drzwi ponownie wprawiły się w ruch. Dogonił dzieci, wręczył im walizki i wyprzedził je z triumfalnym wyrazem twarzy.
— Szefem — powtórzył.

— Ja pierniczę! — Shiro wbiegł do mieszkania prosto na okno imitujące zewnętrzną ścianę. Przywarł do niego nosem i dłońmi, a jego kolorowe tęczówki odbijały się w czystym jak łza szkle. Panorama Londynu sprawiała wrażenie takiej, która nie ma końca. W niektórych miejscach widniały jeszcze kłęby porannej mgły, której nic nie mogło rozruszać w wymarłym mieście.
— Podoba ci się? — Yamato wszedł zaraz za chłopakiem i córką. Zamknął drzwi i odstawił walizki pod białą jak mleko ścianę, po czym podparł dłonie na bokach. Tanja zakręciła się wokoło siebie, badając wzrokiem wszystkie nowoczesne sprzęty.
— Niesamowite! — Młodzieniec odwrócił się w ich stronę z szeroko otwartymi oczyma.
— Lepiej niż w słonecznej Hiszpanii? — zaśmiał się szatyn, po czym nalał sobie do szklanki wody i wziął sporego łyka.
— Żartujesz? — Blondynka weszła do sypialni przeznaczonej dla niej i dla brata. — Wszystko było piękne, dopóki nie wylądowaliśmy w obozie dla uchodźców. — Otworzyła karton stojący na jej łóżku i wyciągnęła z niego koszulkę polo w zgniłozielonym kolorze. Wiedziała, że nie mogła liczyć na super markowe ciuchy, więc nawet się nie skrzywiła, ciesząc się, że i tak dbają tu o ich wygodę. — W namiocie było ze dwadzieścia osób. Do tego chemiczne toalety... — westchnęła, wracając do przestronnego, jasnego salonu.
— Wszędzie śmierdziało sikami — bąknął Shiro, opadając na kanapę obok siostry.
— Milusio, no nie? — Uśmiechnęła się głupio, zakrywając twarz ramionami, gdy oparła głowę o zagłówek.
— Za kilka miesięcy przeniesiemy się do nowego domu — mruknął Yamato, siadając w fotelu naprzeciwko dzieci. Uśmiech na twarzy syna szybko zniknął, a córka wyjrzała na niego spod rąk.
— Do nowego domu? — szepnęła.
— Tak... — odparł zrezygnowany. — Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Nie możemy wrócić do starego mieszkania. Budynek znajduje się poza bezpieczną strefą... — zacisnął powieki i usta. Nabrał głośno do płuc powietrza i popatrzył na okno. — Poza tym, nie miałbym ochoty tam wracać, nawet gdybym mógł…
— Co się stało, tato? — głos córki wybił go z zamyślenia. Przeniósł na nią wzrok, gdy usiadła normalnie tak, jak jej brat. Nie chciał tej rozmowy, mimo, że był na nią gotowy. — Co się stało... Z mamą?
— Tak... Właśnie... — Zachowywał się jak zbity pies szukający ucieczki. Nie potrafił spojrzeć im w oczy, wyginał nerwowo palce. Były w życiu tematy, na które ciężko było rozmawiać z młodzieżą, zwłaszcza jako rodzic. Ale nigdy nie myślał, że dojdzie do czegoś takiego. W wyobraźni wyglądało to prościej, niż teraz, gdy oboje siedzieli przed nim i czekali na odpowiedź. — Razem z mamą... No... Uciekaliśmy. Biegliśmy dwa dni i dwie noce, szukając jakiegoś miejsca, w którym można by było schronić się przed nimi... W końcu nam się udało. Na wsi przygarnęło nas stare małżeństwo. Oprócz naszej czwórki znajdował się tam Jacob, Karen i jej chłopak... Nawet nie pamiętam jak miał na imię. — Coraz ciężej mu się oddychało. — Wszystko było dobrze, spędziliśmy tam dwa tygodnie. Bez światła, wody... Ale na szczęście staruszkowie mieli spore zapasy, jak to na takim odludziu mieszkańcy mieli w zwyczaju. Pewnego dnia, usłyszeliśmy krzyk. Małe dziecko, chłopiec... Dobijał się do nas, wołając rozpaczliwie o pomoc, o to, by go wpuścić. Kurenai kazała mi to zrobić, chociaż miałem złe przeczucia. Jednak wyszedłem po niego. — Dzieci nie odrywały od mężczyzny wzroku. Do tej pory nie zdawały sobie sprawy, jaki terror przeszli wszyscy ludzie, znajdujący się na terenie Wielkiej Brytani. — Młody wszedł, zjadł... Ale przyprowadził za sobą to ścierwo. Weszli przez frontowe drzwi... Zarazili Karen... Zabiłem dwóch i musiałem uciekać, wcześniej kazałem mamie iść z resztą do stodoły i zabarykadować drzwi. Jak się później okazało, przemieściła się na górę domu, w którym się znajdowaliśmy, właśnie za tym wystraszonym dzieckiem. Pobiegłem za nią, za jej głosem... — Jego oczy mocno się zaszkliły. Zaczął zaciskać palce na udach. — Gdy już tam dotarłem, było za późno... Okrążyli ją…
— Nie... — wydała z siebie Tanja. Przyłożyła do ust dłonie, a po jej policzkach spłynęły wielkie, szklane grochy. Shiro pozostawał w zupełnym bezruchu. Dziewczyna załkała głośno. — Nie mogłeś nic zrobić?
— Niestety... — Odwrócił zbolały wzrok. — Udało mi się uciec, wyskoczyłem oknem, biegłem przed siebie nad rzekę, dotarłem do łodzi i odpłynąłem... Resztę już znacie, dotarłem do bazy wojskowej, przeszedłem kwarantannę, wszystkie badania... A potem już tylko czekałem na wasz przyjazd... — Popatrzył na rodzeństwo, któremu oczy błyszczały od smutku. Shiro osunął się na kanapie i wbił spojrzenie w swoje uda, a Tanja nie spuszczała wzroku z ojca.
— Cieszymy się — wydusiła z siebie — że przeżyłeś.
— Wybaczcie... — Schował twarz w dłoniach. — Proszę, wybaczcie.

***

Najwyższy budynek, liczący pięćdziesiąt trzy piętra, mieścił na swoim dachu jedno z jedenastu lądowisk dla helikopterów w dystrykcie pierwszym. Ale właśnie tu, na wielkim, okrągłym oznaczeniu miejsca dla śmigłowców — spoczywał Boeing AH—64 Apache. Zegar na wysokim gmachu starego kościoła wskazywał już dwudziestą trzecią czterdzieści, a mrok spowił wszystko, co mógł. Jedyne światło dostawało się tu od jednej z latarni, której żarówka mrugała w niesamowicie irytujący sposób. Szarowłosy mężczyzna spoczywający w swojej maszynie, rozłożył fotel, oparł nogi na tablicy rozdzielczej i wsunął na głowę spore, czarne słuchawki. Karabin umieścił między przednimi siedzeniami, po czym spojrzał w górę, gdzie widniał niewielki rysunek helikoptera, nad którym dziecięcym charakterem pisma napisane było I love you dad! Przyłożył do ust dwa palce, a następnie dotknął nimi obrazka. Do jego umysłu wpłynęły głośne brzmienia jednego z jego ulubionych kawałków AC/DC, For those about to rock. Czy ten wieczór miał się okazać dniem sądu wobec jego nieuwagi?
Przymknął oczy, założył ramiona na piersi i kiwał stopą w rytm gitary umieszczonej w rękach Angusa Younga. Nie miał więc najmniejszej możliwości spostrzec, że cień jakiegoś człowieka przemieszczał się w niebywale szybkim tempie, do tego w jego kierunku. Zaczął stukać palcami prawej dłoni o spory biceps lewego ramienia. A chwilę po tym przysnął... Zamknięte powieki nie pozwoliły nawet na to, by ujrzał parę dłoni, które błyskawicznie chwyciły za jego szyję i zaczęły nim potrząsać, czemu wtórował czyjś wrzask. Słuchawki zsunęły się w dół i upadły na podłogę, a on sam z przerażeniem chwycił ramiona napastnika, który zamiast wgryźć się w jego ciało i zacząć je rozrywać — roześmiał się głośno, gdy Hatake odepchnął go od siebie.
— Spadaj idioto! — krzyknął, poprawiając arafatkę okalającą jego szyję, usta i nos. Zerknął na blondyna, który zwijał się ze śmiechu oparty o otwarte drzwi helikoptera. — Cholernie śmieszne pajacu! Mogłem cię odstrzelić!
— Och, kurwa... Nie mogę — parsknął Naruto trzymając się za brzuch. — Jeszcze nigdy tak nie pobladłeś! — Wziął głęboki wdech i uspokoił się, po czym spojrzał poważnie na Kakashiego, poruszając ostentacyjnie głową — Dzień dobry.
— Spierdalaj — warknął, kładąc się ponownie na fotelu. — Miałem taki fajny sen... — Zamknął powieki a jego klatka piersiowa napełniła się powietrzem. — Niedzielne popołudnie, bezchmurne niebo. Leżałem w łóżku z żoną, a teraz znowu jestem w tym gównie.
— Skądś to znam przyjacielu... — Blondyn oparł dłoń na barku szarowłosego, który zerknął na niego podejrzliwie i z powagą popatrzył mu w oczy. — Miałem identyczny sen... Z udziałem twojej żony. — Zdusił w sobie śmiech, gdy starszy przyjaciel sprzedał mu, wcale nie takie delikatne, uderzenie w brzuch.
— Spadaj! Nie wkurzaj mnie... — W jego głosie również dało się słyszeć rozbawienie. Naruto poprawił przewieszony na plecach karabin, zasalutował mu luźno dwoma palcami i zaczął się oddalać w kierunku drabiny, nadal rechocząc. — Pilnuj się Uzumaki, następnym razem dostaniesz kulkę!
— Taaaaaak, taaak... Widzimy się później! — odkrzyknął i zniknął za gigantycznymi wentylatorami.
— Pajac... — mruknął Kakashi, po czym podniósł słuchawki, przyjął poprzednią pozycję i zamknął oczy. Jednak tym razem położył na kolanach swoją broń. Nie minęły dwie minuty, kiedy ponownie został złapany za szyję i zaczęto nim miotać na tyle mocno, że śmigła helikoptera się poruszyły. — TO OSTATNIE OSTRZEŻENIE, NARUTO! — huknął, wbijając mu w brzuch koniec karabinu i głupio się przy tym śmiejąc, przy próbie powstrzymania rozbawienia. — Zamorduje cię gnojku!
— Haaahaah... Trzymaj się! — rzucił odchodząc. Stawiał rytmiczne kroki do momentu, aż znalazł się przy drabinie. Zsunął się po niej cztery piętra i opadł na jeden z balkonów. Skierował się w prawo, przeskoczył sprawnie balustradę i oparł się o nią. Przechylił na bok głowę, przebiegając wzrokiem po znajdującym się naprzeciwko bloku. W wielu mieszkaniach paliło się jeszcze światło. Pomachał jednemu z kolegów, który znajdował się niedaleko i miał te same zamiary, co on. Ściągnął z pleców broń, oparł ją i siebie wygodnie o barierkę i nachylił się z uśmiechem, by móc spojrzeć przez wizjer. Włączył mikrofon w słuchawce i szepnął: — Co mamy dziś w telewizji?
Spoglądał na poszczególne mieszkania z uwagą, mimo, że mało to wszystko go interesowało. W jednym mieszkaniu jakieś starsze małżeństwo oglądało telewizję... W innym facet jeździł na rowerze stacjonarnym. W następnym kobieta klęczała obok łóżka i modliła się do krzyża zawieszonego na ścianie, a okno obok niej młodzi ludzie, najprawdopodobniej narzeczeni — zażarcie się o coś kłócili, wymachując przy tym rękoma. Zaśmiał się gdy spostrzegł parę, która uprawiała namiętny seks bez jakiegokolwiek nakrycia. Szczery uśmiech zamienił się jednak w łagodny łuk stworzony z ust, gdy przyjrzał się pokojowi z dwoma łóżkami.
Na jednym siedziała jakaś młoda dziewczyna o długich blond włosach i czytała książkę. Na drugim zaś skakał mały chłopiec, do którego podszedł wysoki mężczyzna i w zabawie przewrócił go na materac. Poczuł w środku dziwne, przyjemne ciepło. Światło zgasło, a młodzi ludzie ułożyli się do snu…
Wizjer skierował się jednak w kierunku jeszcze jednego okna. W ciemnym pomieszczeniu, w którym paliła się tylko słaba żarówka lampki, stojącej na biurku — siedziała młoda kobieta. Spostrzegł, że miała takie same jak on, wojskowe spodnie, a kurtka moro z ojczystymi odznaczeniami, przewieszona była przez oparcie krzesła, na którym siedziała. Na jej szyi wisiał nieśmiertelnik. Posiadała długie do łopatek, różowe włosy i nawet stamtąd mógł dostrzec jej soczyście zielone oczy. Przygryzała nerwowo skuwkę długopisu patrząc w jeden punkt na ścianie. Zmrużył powieki, widząc na jej twarzy smutek zmieszany ze zdenerwowaniem. Nie rozumiał dlaczego, ale miał wielką ochotę dowiedzieć się, co jej doskwiera. W tym momencie jej zamglone spojrzenie wyostrzyło się i przeniosło w kierunku okna. Widząc jej profil miał wrażenie, że jest naprawdę śliczna, ale widok całej twarzy sprawił, że wciągnął głośno powietrze. Zwłaszcza, że patrzyła prosto w jego kierunku. Mimo to, jej wzrok był nieobecny.

***

Jej twarz, wydawać by się mogło, była zupełnie normalna... W nienaruszonym stanie. Długie, czarne, fale spływały po jej ramionach, twarz nie wyrażała żadnych emocji. Jej kolorowe tęczówki patrzyły prosto w jego oczy. Nie ruszała się, nie mówiła. Chciał wyciągnąć do niej rękę, jednak ona w tym samym momencie przysunęła do swojej buzi dłonie, wbiła w skórę paznokcie i zaczęła ją zdzierać…
— Mamo! — krzyknął, podrywając się na łóżku. Jego wrzask i spazmatyczny oddech obudziły siostrę, która wsparła się na ramieniu i obserwowała go z przerażeniem.
— Shiro, wszystko w porządku? — szepnęła, gdy chłopiec prędko zeskoczył ze swojego materaca i wsunął się pod jej kołdrę. Patrzył jej w oczy, a po skroni spływały mu drobiny potu. — To był tylko zły sen... — próbowała go uspokoić.
— Obawiam się, że zapomnę jak wyglądała... — Zacisnął dłoń na poduszce.
— Nie zapomnisz... — Pogłaskała go po głowie.
— Nie mam nawet jej zdjęcia…
— Nie zapomnisz — powtórzyła stanowczo, pewna swych słów.
— Obiecujesz?
— Obiecuję.

21 komentarzy:

  1. Dalej źle miejscami zapisujesz dialogi, pamiętaj, że jak w didaskaliach masz "powiedział, rzekł, mówił, powtórzył" wówczas nie ma kropki przed myślnikiem, ale jeśli jest "malec, pogłaskała" wówczas ona się pojawia i za myślnikiem stoi wielka litera, i jeszcze coś te krótkie "-" nie używa się w dialogach, tak robi klawiatura, w Wordzie można ustawić, by wychodziła "–" :) i podobnie w całym tekście, te krótkie - występują jedynie przy łączeniu wyrazów, złożeniach np. Bielsko-Biała (http://www.ekorekta24.pl/aktualnosci-jezykowe/16-opracowanie-tekstu/122-myslnik-pauza-polpauza-i-dywiz-lacznik-czym-sie-roznia-i-jak-je-stosowac ). "ze względu na Twoją niepełnoletność?" w dialogach nie ma form grzecznościowych, to nie list :) Jednak i tak gratuluję poprawy! :)
    "dodał [przecinek] stając na przeciwko zebranych" "prychnął [przecinek] zakładając ramiona" "westchnął [przecinek] zsuwając z ramion wypchany", pamiętaj, że jak masz imiesłów zakończony na "ąc" gdziekolwiek to jeśli nie ma jakiś "i" czy "oraz" to na pewno musi stanąć przecinek.
    zaimki przy bracie "swoim" mogłabyś bez problemu ominąć, to logiczne, że jest jej bratem, pisałaś to, czasem z tego względu zdarzają Ci się powtórzenia
    "całą ta sytuacja" - cała
    "Angus'a Young'a. " fuj, fuuuj, żegnamy te apostrofy!
    Ogólnie to rozdział dość ciekawy, Yamato dorobił się tak dobre posadki, a jest taką jedną chodzącą paskudą, jeszcze potrafi kłamać, jak z nut, to strasznie smutne! Nie polubiłam rodzeństwa, ta dwójka działa mi na nerwy, są tacy, och nie wiem, upierdliwi? Ale ciekawa kreacja Haruno, w mandze ją średnio lubię, ale tutaj jestem za, jest miła i uparta, podoba mi się o i dodatkowo potrafi wymóc to co potrzebuje... Hm, co jeszcze, Naruto i Kakakaś - trochę mi ta scena nie odpowiadała, jakby za dużo wulgaryzmów, a jednocześnie te "gnomie", może gnoju? Lepiej, by brzmiało na przestrzeni całej tej rozmowy... Rozumiem, że są wojskowymi, ale jakoś te przekleństwa mi nie pasowały:D Chociaż Naruciak zasłużył na zdzielenie go, musiał być piekielnie irytujący. Ostatnia scena - taka ckliwa, nie lubię tego, zapachniało lekko kiczem, taki motyw pojawia się w wielu powieściach/filmach i zawsze źle na niego reaguje...
    Pozdrawiam!

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłam na tyle, na ile moje zmęczone oczy dały radę. Jeszcze jutro wyszukam innych błędów :D
      Mieszają mi się jeszcze niektóre rzeczy. Mimo to staram się jak mogę, bo zdaję sobie sprawę, że treść u mnie nie jest wcale zła, tylko często gorzej z jej zapisem. Kropki również mi się mieszają w niektórych momentach, jednak sama widzę, że jest lepiej :)
      Co do myślników, wiem o tym, że te "długie" są prawidłowe, jednak przez to, że mój komputer ciągle szwankuje, a teraz już w ogóle go nie posiadam (przynajmniej jak na razie) nie pisałam w Wordzie czy innych programach, bo mogłam to szybko stracić. Wpisy tworzę bezpośrednio na witrynach :< Jeżeli jednak i tu się da je robić, to proszę o wskazanie możliwości :D
      Nawyku form grzecznościowych również się pozbyłam, ten przypadek był dosłownie niechcący. :D
      A te apostrofy? Szczerze, nigdy nie wiedziałam czy je pisać, czy nie. Jednia mówią tak inni tak. No i no xD

      Może dzieciaki jeszcze jakoś sobie Ciebie udobruchają, ale nie wiem :D Mi samej również podoba się to, jaka jest/będzie tu Sakura.
      Gnom wkradł się przez sen, bo dodałam te zdanie jak już zasypiałam na siedząco i zmieniłam za Twoją radą na "gnojka" xD Wulgaryzmy nie biorą się z moich pobudek :D (naprawdę je minimalizuje w porównaniu do filmu) Tam lecą takie odzywki dosyć często, będę starać się jeszcze bardziej jeeee... No, używać ich. Mniej... xD
      Ostatnia scena również mi siedziała w głowie i nie specjalnie za nią byłam, jednak jest ona istotna, wręcz kluczowa dla dalszej akcji. Nie użyłabym jej tu, gdyby nie to.

      Również pozdrawiam i dziękuję, ktoś tam, tam z góry mi Cię tu przysłał! :D

      Usuń
    2. Tu akurat nie wiem jak :C jeśli chodzi o Worda stosuję "zamień wszystko na" bo i te w zdaniach myślniki powinny być myślnikami :D Nie, no rozumiem, ja przecież pochwaliłam :D
      Jak masz spółgłoskę to na pewno nie ma apostrofa :D http://wittamina.pl/apostrof-w-zlym-miejscu/ prosz :D

      Może do mojego złego serca trafią xD Chociaż wiesz, trudno z nim, ono takie niedobłe. Nie, no rozumiem, po prostu jakoś mi po prostu zgrzytały, ale były odpowiednie dla żołnierzy :) To tylko moje takie spostrzeżenie :) Rozumiem to również :D Ale wiesz, gusta i guściki, ja tylko wyraziłam opinie ^^

      http://dzikie-anioly.blogspot.com/ trolololol, masz chwilę zaproszuuum :33

      Usuń
  2. Łoooo to to to :D
    Podoba mi się i to bardzo bardzo. Sam wstęp, gdy żołnierz ich wprowadza - akcja jest rozbudowana, nie tak jak w filmie, gdzie przeskakują ze sceny na scenę. Sakura ma fajne nastawienie, bardzo mi się tu podoba i pewnie jeszcze nie raz o tym wspomnę. Jest inna, poważna. Dojrzała i niewybuchowa. Musiało być jej głupio przy tej "anomalii tęczówek".
    Bardzo mi się podobało wstawienie akcji z Kibą, Shino i Hinatą, bo po razę kolejny urozmaiciłaś akcję. Shiro i Tanja w przeciwieństwie do Andyego i Tammy są tu bardziej ludzcy, w filmie pozbawiono ich na początku jakichkolwiek uczuć.
    Ino jako przewodniczka, hahah :D Myślałam, że pominiesz ten scenę a tym czasem wyszła Ci znakomicie, do momentu aż spotkali się z ojcem.

    Krótki fragment jednak bogaty w emocje Sakury i tę tajemniczość związaną z Kodem Czerwonym, ubóstwiam tę scenę.

    Yamato, szkoda mi go. W sensie, mogłaś wziąć do tej roli mniej lubianą postać xDDD Świetnie ominęłaś temat jak ich ojciec w filmie :3

    Na moment z tym straszeniem też czekałam, myślałam, że się nie podejmiesz, bo wydawało mi się to trudne a tu taka niespodzianka! Mega Ci wyszło :D Ja na bluzgi nie narzekam, bez nich to traci swój mocny charakterek :D Kakashi z dozą paniki, achh :D

    I końcówka, tak. Maya ma rację, oglądałam ten film i wiem, że chociaż koniec tej części jest ckliwy, jest on potrzebny by zrozumieć początkową akcję kolejnej.

    Ogólnie, miazga jak zawsze.
    Buziaki i czekam na następny!
    Kora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "wyszła Ci znakomicie, do momentu aż spotkali się z ojcem. "

      w sensie, że była sielanka a potem zaczęło się robić gorzej, bo zbliżała się rozmowa a nie, że zaczęłaś źle pisać xDDDD

      Usuń
    2. Wiesz, od początku zmieniam trochę oryginalną koncepcję. Opowiadanie ma być na podstawie filmu a nie jego idealną kopią.
      Ponawiam to, że mi samej Sakura bardzo się tu podoba i nie mogę się doczekać dalszego pisania, bo chcę ją rozbudować :)
      Nie mogłam się powstrzymać, by nie umieścić tu Kiby (<3) Swoją drogą, on jeszcze się tu pojawi :D
      Dzieciaki... Wiesz, w sumie masz rację. W filmie były wiecznie zadżumione, Tanja szczególnie :D
      Myślałam jeszcze nad Tenten zamiast Ino, ale jednak jestestwo Yamanaki bardziej mi tutaj pasowało :D
      Jaka ja glupia byłam, że umieściłam w tej roli Yamato... Jak ja żałuję! Ale w następnym opowiadaniu, to naprawię xD
      Sama się nie mogłam doczekać akcji Naruto :D

      Dziękuję, buziaki! :*

      Usuń
  3. Mówiłam Ci już, że jesteś świetną pisarką? Nie? To powiem: JESTEŚ ŚWIETNA! A ja jestem zachwycona!
    Sakura rzeczywiście jest inna. Wydoroślała. Nie jest irytującą, różowo-włosą dziewczynką, która niewiele potrafi. Zachowuje się dojrzale i racjonalnie myśli, a tego potrzeba w takich opowiadaniach. Poza tym jej niepokój wprowadza napięcie, które z kolej skutecznie rozładowują Kakashi i Naruto. Ich wygłupy strasznie mi się podobają, te przekomarzanki, wszystko! Są genialni. ^^ Pomimo powagi sytuacji, zmartwień Sakury, Tanji, Shiro, oni idealnie barwią humorystycznie to opowiadanie, dzięki czemu czytelnik może odetchnąć i się zrelaksować. Idealnie wszystko łączysz, naprawdę. Strach i spokój, łzy i radość. Niesamowite.
    Sytuacja na peronie była bardzo wzruszająca. Nie dziwię się, że Tanja podchodziła do ojca z rezerwą, bo cały czas miała w głowie obraz matki. I, chyba jako jedyna, nie mam Yamato za złe, że nie powiedział im prawdy. Co by to dało? Dzieci by go znienawidziły i znów zostałyby same, a w tym świecie mogłyby sobie bez niego nie poradzić. Nawet, jeśli nie miał odwagi przyznać się do własnego tchórzostwa, nie mam zamiaru go linczować. Umówmy się - kto by się przyznał? Nikt. Ja tam Yamato polubiłam w Twoim opowiadaniu, nawet, jeśli zachowuje się jak tchórz i gnojek. W podobnej sytuacji pewnie większość by się tak zachowała. ;) Co nie zmienia faktu, że strasznie mi szkoda zarówno Kureinai, jak i dzieci. Obawiam się tylko, że ich mama w dziwny sposób mogła przeżyć i jej powrót i konfrontacja z mężem będzie ciężka, a Yamato na tym ucierpi. Nie chciałabym, choć oczywiście, zasłużył.
    Koniec ckliwy, owszem, ale czy zalatuje kiczem? Moim zdaniem nie. Jest bardzo naturalny i ludzie w prawdziwym świecie też się tak zachowują. Przykładem może być moja przyjaciółka, która przez pewnego sąsiada-kretyna straciła rodziców, co prawda nie w tym samym momencie, bo jej mama umarła pięć lat później po tej tragedii, ale jednak. I czemu o tym mówię? Nie tak dawno płakała mi w ramię, że nie pamięta głosu taty (miała raptem siedem lat, gdy usłyszała go po raz ostatni). Przeszukałyśmy cały dom, przesłuchałyśmy wszystkie kasety ale nigdzie nie znalazłyśmy niczego z jego głosem. Niestety, ludzie zapominają, a chyba najgorszej jest nie pamiętać, jak wygląda własna matka. Dla mnie rozmowa rodzeństwa świetna, bo ukazała strach, tęsknotę, ból, żal. Brawo, Maya!
    Poza tym, że rozdział genialny, to idealnie dobierasz muzykę do tego opowiadania. Najbardziej podoba mi się All good things, ale wszystkie kawałki wyśmienicie komponują się z treścią. :)
    Ściskam, całuję i kłaniam się! Pisz dalej, skarbie, czekam niecierpliwie. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Ciebie sporo mi brakuje xD
      Chcę kreować Sakurę jak najlepiej mogę, bo osobiście bardzo ją lubię. Wiem, że jest wiele osób, które jej nie trawią, wręcz nienawidzą. Ale mówienie, że jest bezużyteczna dosłownie sprawia, że dostaję nerwicy. Ale to kwestia gustu i własnych upodoba, mam nadzieję, że się po prostu tutaj dziewczyna zrekompensuje :D
      Co do peronu, mam wrażenie, że trochę mi nie wyszło tak jak chciałam. Nie narzekam, nie ma tragedii ale czegoś mi w tym brakuje xD
      Po raz kolejny patrzysz na Yamato zupełnie inaczej niż wszyscy, to mi wręcz imponuje :) Sama nie potrafiłabym powiedzieć im okrutnej prawdy. I zastanawiam się, czy chciałabym takową usłyszeć. Samym szokiem jest to, że dzieciaki nie miały styczności z tą zarazą i nawet nie mogą sobie tego wyobrazić. Pytanie, czy ktoś w ogóle by chciał?
      Dziękuję za pochwałę końcówki, bo aż mnie serce bolało przez brak akceptacji. Jest potrzebna do dalszych treści. Bardzo mi się smutno zrobiło :( Współczuję z całego serca przyjaciółce, mam nadzieję, że się jakoś trzyma. Mając taką przyjaciółkę jak Ty, na pewno daje radę. Ale masz rację... Dla nich tu liczy się zdjęcie. A dla kogoś sam widok nie wystarcza. Chęć usłyszenia głosu, który ją usypiał, chronił, radząc jak ma postępować.
      Jednym z problemów ludzi, którego nigdy nie zrozumiem jest brak empatii. Umiejętności postawienia się na czyimś miejscu. Tylko wtedy jesteśmy w stanie coś zrozumieć.
      Dziękuję więc za uznanie i wyróżnienie tego fragmentu, dla mnie też jest ważny.
      Ogólnie jestem bardzo wdzięczna za ten ciepły komentarz :) Co do muzyki, jestem z siebie dumna jeżeli chodzi o dobór, bo kiedyś miał on dla mnie mniejsze znaczenie. A tu mi się udało :)
      Również ściskam i całuję, i przesyłam pozytywną energię!
      Buziaki! :*

      Usuń
    2. Gdzie tam Ci do mnie brakuje! Ty mnie kobieto już dawno temu przegoniłaś. ;)
      Wszyscy patrzą na Yamato przez pryzmat tego, że zostawił żonę i okłamał dzieci. Ale przecież to też człowiek, ma prawo się bać, a w każdej istocie dominuje chęć przeżycia. Tylko nieliczni potrafią się naprawdę poświęcić, i gdyby pozostali czytelnicy mówili mi, że nie zostawiliby swoich bliskich, pokiwałabym tylko główką. Chciałabym ich zobaczyć w podobnej sytuacji, kiedy z pełnymi gaciami nie marzą o niczym innym, tylko o wydostaniu się z domu i ucieknięciu zarazie. ;P
      Wydaje mi się, że końcówka nie pasuje pozostałym czytelnikom dlatego, że opowiadanie ma inny klimat, jest akcja, strach, ból i pożerających ludzi zombie. Zapomnieli tylko, że w tym wszystkim są gdzieś jeszcze inne uczucia, jak braterska miłość. Idealnie to oddałaś.
      Przyjaciółka trzyma się dobrze, z biegiem czasu w jakiś sposób udało jej się do tej sytuacji przywyknąć. :)
      Buźka! :*

      Usuń
  4. No jestem, jestem. Witam wszystkich. Rani wróciła z kolejną porcją bezsensownego komentarza.
    Ogółem to rozdział był świetny, zdarzyło się kilka potknięć, ale moim zdaniem nie ma autora, który pisałby perfekcyjnie. No nie oszukujmy się, nie ma takich. Każdy popełnia błędy, jeden mniejsze, drugi większe, jednak każdy.
    Co do notki, to rodzeństwo Tenzou również nie przypadło mi do gustu. Wydają się irytujący i strasznie nierozgarnięci. Ja na przykład nigdy nie powiedziałabym do ojca, że jest "cieciem". Rozumiem, Shiro ma prawo taki być, ponieważ jest dzieckiem, ale Tanja, która notabene jest jego starszą siostrą powinna być... no bardziej kulturalna i po prostu mądrzejsza. Wspominałam już o tym, że nie toleruję ludzi, którzy nie potrafią dostosować swojego zachowania do wieku albo sytuacji? Na pewno wspomniałam.
    Jednak jeśli chodzi o kolejne wątki rozdziału, to bardzo spodobała mi się Sakura. Jest dojrzała, mądra, i faktycznie coś umie, a nie tylko zawadza i czeka na to, aby ktoś wyciągnął ją z kłopotów. Tutaj należą Ci się wielkie brawa. Sakura w Twoim opowiadaniu (jednym i drugim zresztą) jest mądra, ogarnięta i, co najważniejsze, wie, co robić. To tyle jeśli chodzi o nią. Czas na Yamato.
    Nie podoba mi się to, że nie powiedział dzieciom całej prawdy, chociaż scena na peronie naprawdę była wzruszająca, przez co zakręciła mi się w oku łezka.
    Sytuację z Kakasim *^* i Naruto również bardzo dobrze skomponowałaś, jednak wątpię, aby Hatake aż tak klął. Bądź co bądź jest na to zbyt spokojny i statyczny. Co prawda od czasu do czasu coś mu się wymsknie, jak to każdemu, jednak wątpię, by przeklinał na każdym kroku. Naruto owszem, jednak nie Kakashi.
    Podsumowując, rozdział był świetny, jak każdy, mimo tych zgrzytów. Ale na siłę, to praktycznie w każdej książce można się ich doszukać, jeśli się jest odpowiednio spostrzegawczym, oczywiście.
    No nic, pozostaje mi życzyć Ci weny, pomysłów no i czasu.
    Pozdrawiam,
    Rani ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam! :D
      Nie ma takiego autora, prawda.
      Młodziki może w końcu Ci podejdą, mam taką nadzieję, a jeżeli nie to trudno. Przecież nie można kochać wszystkiego i wszystkich :D
      Kolejny plus dla Sakury - ijeejejeje <3
      Yamato również żałuje, z tym napotkamy się dalej.
      I tak ograniczyłam te bluzgi!

      Dziękuję Rani za szczerość, buziaki! :*

      Usuń
  5. Aż sama jestem w szoku, że tak dobrze mi się czyta takie opowiadanie :D Pomijam fakt, że Twoje teksty zawsze dobrze mi się czyta, ale po prostu nigdy nie lubiłam tego typu opowieści a tu proszę, jak się wciągnęłam :3
    Rozbawił mnie moment z Kakashi'm i Naruto, jak zawsze z resztą :D Fragment, gdy Hatake całował palce a potem dotykał nimi rysunku bardzo mnie rozczulił, tak samo jak spotkanie dzieciaków z Yamato :) Trochę mnie niepokoi zachowanie Shimury... I ogólnie mam mętlik w głowie, także byle do następnego ;)
    Kyane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się strasznie, że udało mi się Ciebie Kyane zainteresować :) Wiesz, że to dla mnie cały czas wiele znaczy :)
      Buziaaaaki :*

      Usuń
  6. Rozdział jest po prostu świetny... bardzo dobrze mi się go czytało.
    Szkoda że jest tak mało Sakury a tym bardziej Naruto.
    Moment gdy Naruto przestraszył Kakashiego, mnie rozbawił.
    Jak widać, Sakura już spodobała się Naruto... nie mogę doczekać się ich pierwszego spotkania.

    Pozdrawiam i życze weny oraz czekam na next.

    Saba20

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej, hej!
      Przypominam, że jesteśmy jeszcze w początku rozwijającej się akcji :) Naruto i Sakura będą potem ściśle i głównie związani z fabułą, tego można być pewnym! :)

      Dziękuję i również pozdrawiam! :3

      Usuń
  7. Rozumiem... wiem że to dopiero początek, po prostu już nie mogę doczekać się ich spotkania.

    Mam pytanie: w jakim okresie można spodziewać się następnego rozdziału?

    Saba20

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się go "urodzić" jak najszybciej, bo ostatnio nie miałam na nic czasu. Na razie jest zarodek, ale pisanie tego tekstu przychodzi mi z taką przyjemnością, że piszę to szybko. Muszę mieć tylko ten czas, ale sądzę, że najpóźniej do niedzieli będzie. Jednak nie obiecuję, bo nie wiem co sie może stać! :(

      Usuń
  8. Łaaał! Powiem tak - 28 weeks later było moim pierwszym horrorem o tematyce "Zombie" ;) Ogłądałam jako mała dziewczynka - do tej pory mam ciarki jak sobie przypomnę, jak się bałam :D I kocham "Naruto". Twój pomysł połączenia tego? SUPER! CZEKAM NA WIĘCEJ!
    POZDRAWIAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie mi miło, że tu trafiłaś! :D
      I cieszę się również, że znasz film, bo łatwiej będzie Ci wszystko porównać, etc.
      Buziaki i dziękuję! :*

      Usuń
  9. Och no dobra. Miałam zamiar przeczytać prolog i iść spać...
    A może jednak wrócę i zacznę od początku.
    Wpadłam tu jakiś dobry miesiąc temu, ale moje lenistwo nie zna granic. Przeczytałam bohaterów i wszystkie inne zakładki i niestety odstawiłam twojego bloga na później ( które zazwyczaj ginie gdzieś w ciemnej otchłani ) ponieważ:
    - jestem leniwa
    - jestem leniwa
    - zraziła mnie postać Sakury
    - nie ma moich ulubionych postaci.
    I mimo tematyki i wyglądu bloga, który absolutnie do mnie przemawia i wręcz krzyczy: "Bierz mnie!" nie mogłam zacząć tego czytać.
    Ale ostatnio znów wyszukiwałam nowych blogów do czytania. I znów tu wpadłam. Tylko tym razem byłam głodna trupów, śmierci, cierpienia i survivalu ( tak to jest jak zaczyna się kolejny sezon twojego ulubionego serialu i żyjesz od odcinka do odcinka - okropna choroba ). No i dałam tego twojego bloga do zakładek, ale znów z niego wyszłam.
    I dziś miałam przeczytać tylko prolog i iść spać, ale kurde... Tym razem nie udało mi się od ciebie uciec. Pożarłaś mnie z taką samą szybkością jak zarażeni w twoim świecie. Prolog - Rozdział pierwszy, drugi... I miałam czytać trzeci, ale przez to iż za niecałe sześć godzin muszę wstać, dałam spokój.
    Ale nie. Zaraziłaś mnie. Musiałam uruchomić laptopa, aby napisać ten komentarz czuj się winna. Czuj!
    Więc przejdźmy do.
    Prolog.
    Aww uwielbiam takie prologi. Nie opowiadanie, a ciekawe przedstawienie historii, jakaś jej geneza. Prologi są chyba najtrudniejsze w opowiadaniu bo to te kilka pierwszych zdań przesądzi o tym czy czytelnik zostanie czy nie.
    Czuję się źle. Jakbym była w jakimś sposób kłamcą. Uznaję się za dobrego znawcę horrorów, a tu taka kicha. Naprawdę nie słyszałam nigdy o 28 weeks later... Nawet tytuł nic nie mówi. Już wiem co robię w następną sobotę :)

    Rozdział 1
    Wiesz to mi bardziej przypomina World War Z. Czytałaś bądź oglądałaś? Tam zakażeni zachowywali się naprawdę bardzo podobnie.
    Kolejne skojarzenie. The walking dead oczywiście <3. Ukrywanie się z nieznajomymi ludźmi w ciągłym strachu. Awww uwielbiam to. Wręcz rozkoszuję się gdy czytam ich tragedię. Nie nazywaj mnie proszę psychopatą.
    I tutaj mam idealny argument dla mojego toku myślenia na temat miłości między kobietą a mężczyzną. Yamato kochał Kurenai, ale ją zostawił. Genialnie, że tak napisałaś bo wielu pokusiło by się na to, aby z Yamato zrobić nagle Iron mana, który wyleci wręcz przez okno ze swoją ukochaną i pan w autobusie będzie klaskał. Zostawił ją bo taki mamy instynkt. Chronimy najpierw siebie, później innych. Jak do survivalu och i ach.

    Rozdział 2
    Cóż chyba jest druga rzecz, która mnie lekko zraziła oprócz postaci Haruno. Bowiem USA. Niestety, ale nie jestem fanatyczką armii zjednoczenia, która zawsze ratuje cały świat w obliczu zagrożenia, ale... tylko w filmach, książkach itp. Nie lubię po prostu kiedy robi się z nich coś wielkiego, kiedy oni wszystkich innych uważają za nic.
    Broń Boże nie jestem jakiś tam ich przeciwnikiem, tylko chodzi o wywyższanie ich przez osoby trzecie, a czytając rozdział drugi, jakoś tak to zauważyłam.
    Bardzo podoba mi się jednak Naruto i Kakashi. Nigdy nie byłam ich fanką, ale u ciebie oni są moimi faworytami. Ach żołnierze! :3 Te dialogi, super. Dodają trochę uśmiechu w tym smutnym świecie.

    Także na dziś komentarz kończę. Szablon genialny, muzyka super wpasowana, zdarzają się literówki np. zamiast Yamato był gdzieś Yatamo czy jakoś tak. Ale to najmniej ważne.

    Mam nadzieję, że dotarłaś do końca komentarza i w jakiś sposób wywołałam uśmiech na twojej twarzy. Także do zobaczenia jutro.
    Przy kolejnym komentarzu :3

    Yo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 28 dni później i 28 tygodni później może nie należą do jakiś specjalnie strasznych czy krwawych, nie wszystkim mogą podejść. Mi się podobały, do tego trafiły na listę tych najbardziej lubianych filmów. :3 Mimo wszystko - polecam obejrzeć najpierw pierwszą część, by wiedzieć o co dokładnie chodzi. (Dobra, przyznaję bez bicia że w pierwszej części grał bardzo lubiany przeze mnie Cillian Murphy, a w drugiej mój ukochany Jeremy Renner i Rose Byrne xD)

      Ale zaczynając od prawilnego początku, cieszę się niezmiernie, że ktoś taki jak Ty Neko, znalazł chwilkę dla mojego, można by powiedzieć, rimejku. :) Jak zobaczyłam maile z komentarzami to aż podskoczyłam. :D

      Wiele osób kojarzyło World War Z (swoją drogą, też dobry film :D) ale obie części 28 były jednak nakręcone troszkę wcześniej, być może dlatego mało kto je kojarzy. I miło widzieć kogoś, kto nie potępia Yamato. :D

      Sama nieszczególnie jestem za Stanami i ich wielkimi obietnicami, etc. Jednakże, jakby nie było - cały Londyn został wybity, pomocy z Rosji nie chce, tak samo jak z Niemiec, wciśnięcie tu polskich żołnierzy byłoby zabójcze, więc jedynym wyjściem było USA. xD Ale spokojnie, nie okażą się wcale tacy świetni. :)
      Taaak, Kakashi i Naruto, sama ich pokochałam u siebie... Czy to nutka narcyzmu? :)

      Nie jestem szabloniarką, więc naprawdę miło mi słyszeć pozytywne oceny tego szablonu, zwłaszcza, że skrycie uważam, że jak na totalną amatorkę, jakoś on wygląda. :) Chciałam uparcie znaleźć i wstawić tu, zamiast tego koleżki obok, kogoś z mangi, ale wydawało mi się, że będzie to zbyt naciągane i... Sztuczne? Dlatego zostałam przy tym arcie. :D

      Dotarłam do samego końca i zabieram się za drugi :3
      Dziękuję, jeszcze raz za te miłe słowa! Co do literówek, naprawdę czytam swoje rozdziały często po kilka razy, co jakiś czas i niweluję błędy, jednak moje niemagiczne oko nie jest w stanie wyłapać wszystkiego. :(

      Usuń